Nie, tego ranka Twardokęsek nie sprzyjał nikomu, kto po podwórcu wrzeszczał.

Kiedy zaprowadzono go do Szarki, pora wciąż była wczesna i w komnacie panował przyjemny chłód. Dziewczyna siedziała na wykładanym czarnym aksamitem karle i karmiła jadziołka surowym mięsem, a jej ręki nie chroniło nic prócz miękkich rękawic z jeleniej skóry. Kropelki jadu obeschły już na piórach złego, lecz skoro je Twardokęsek ujrzał, kapłan musiał go przemocą wepchnąć do środka.

Wiele gadek o południowych potworach powtarzali po Krainach Wewnętrznego Morza. O wilkołkach, co się dzionkiem ludzką skórą okręcają, a po nocach z wilczą sforą ludzi ścigają. O odszczepieńczych norhemnach, którzy parzą się z własnymi krowami i płodzą rogate monstra. O skrzydlatych potworach morskich, niewieścim głosem wabiących żeglarzy na podwodne skały. I o bestii zagnieżdżonej pod urwiskiem krańca ziemi, która każdego zmierzchu próbuje połknąć słonko. Twardokęsek zawżdy przysłuchiwał się owym gadkom ciekawie. Raz nawet kazał wędrownego grajka żywcem z Przełęczy Zdechłej Krowy puścić, tak udatnie rozprawiał. Ale żeby miał kiedy w biały dzionek jadziołkowi się przyglądać, to mu ani we łbie postało.

Jadziołki rzadko się widywało w Górach Żmijowych. Raz tylko zbójca słyszał, że się jakiś po okolicy pałętał.

Zdarzyło się to w czas najazdu norhemnów i widno złe z południa za barbarzyńcami lazło, niezgorzej po drodze na ścierwie, co nim pochód znaczyli, popasając. Wioskowa wiedźma próbowała odpędzić je od niemowlęcia. Była to prawdziwie prawowierna wiedźma, wyjątkowo głupia, choć pełna dobrych chęci. Kiedy jadowite pióro uderzyło ją w twarz, własnoręcznie wydrapała sobie oczy. Potem, wyjąc jak wściekły pies, rzuciła się na ciągnące gościńcem stado baranów. Powiadają bowiem, że najgorsze jest nie samo od jadu zdychanie, ale szaleństwo, które pierwej człeka rozbiera.



26 из 294