Jedynie szyper, gwoli urzędu i wieku ku owej powinności najsposobniejszy, podszedł do dziewczyny i drapiąc się niespokojnie pod pachą, zagaił:

– Wiatr ustał. Nie odwróciła się.

– Będzie sztorm – oznajmiła.

– Czas sztormów już przeszedł – w jego głosie dźwięczał strach.

W głowie zbójcy zakiełkowało nieprzyjemne podejrzenie.

– Jakby coś w sztormie szło – ciągnęła. – I ku nam go popychało.

– Sandalya rozplotła warkocz – wyszeptał bezdźwięcznie Twardokęsek.

Zbójca nie wiedział, co stało się zarzewiem sporu pomiędzy Sandalya i Zaraźnicą, a po prawdzie to nikt już pomnieć tego nie potrafił. Pamiętano tyle, że ongiś szalona boginka Kanału obróciła w ruinę jaskinie Fei Flisyon. Uczyniwszy to, powróciła do swych ogrodów w północnych cieśninach, kędy prowadził stary kupiecki szlak. Odtąd też poczęła ścigać żeglarzy sztormami, jej pieśni stały się posępne i zwiastowały rychłą zgubę, zaś zaniedbane ogrody rozrosły się potężnie i pokryły powierzchnię splątanymi kłączami, więżąc niejeden statek. Cieśniny opustoszały. Kupcy woleli płynąć południowym przejściem, przedkładając niebezpieczeństwa mielizn nad furię obłąkanej boginki.

Jednak co jakiś czas szaleństwo Sandalyi wzbierało. Rozplatała wtedy warkocz sztormów i pustoszyła brzegi Traganki albo chwytała w uścisk huraganu zabłąkane na Kanale statki. Z tych jeno potrzaskane stępki na brzegu widywano.

Spojrzenia bezwiednie wędrowały ku obręczy na głowie Szarki, jakby poławiacze wierzyli, że zaraz wezwie pomocy Fei Flisyon i cudownym sposobem uniesie statek z morza. Lecz dziewczyna trwała w bezruchu, zwrócona twarzą ku nadciągającemu sztormowi. Oczy miała szeroko rozwarte, zdumione.



38 из 294