
– Zabieramy ją z sobą – zdecydował Magnus i zwrócił się do dziewczyny ze słowami: – Wybacz, księżniczko, ale nie mamy wyboru!
Otworzył okno i wyskoczył.
– Pośpiesz się, Endre! Musimy zdążyć, nim wejdą do środka! – zawołał, wyciągając ręce ku górze.
– Przepraszam – mruknął onieśmielony młodzieniec Chwycił młodziutką księżniczkę, podał ją Magnusowi i szybko wydostał się na zewnątrz. Dziewczyna chciała krzyknąć, ale Magnus zasłonił jej usta dłonią.
– Jeśli wasza wysokość pragnie ujść z życiem, to proszę milczeć – ostrzegł.
Pokiwała głową przerażona.
Endre podał jej buty i pończochy, które zgarnął w pośpiechu. Czas naglił, więc prędko włożyła obuwie, pończochy zaś Magnus wetknął w kieszeń.
Pobiegli w stronę lasu i zaraz pochłonął ich mrok.
– Tędy, księżniczko – powiedział cicho Magnus, wskazując polanę. – Endre poszedł po konie. Zaczekamy tutaj na niego.
Z ociąganiem usiadła na powalonym pniu, a Magnus stanął obok.
– Konie? – zdziwiła się. – Musimy jechać konno?
Czepek i suknia księżniczki, wysadzane drogocennymi kamieniami, migotały w księżycowym blasku, a włosy przybrały błękitnawy odcień. Dziewczyna wydawała się taka młoda i bezbronna…
Na pałacowym dziedzińcu wciąż trwały potyczki, dochodził stamtąd szczęk broni i przeraźliwe krzyki. Walka jeszcze nie została rozstrzygnięta.
– Musimy stąd uciekać – oświadczył Magnus. – Tobie, pani, grozi śmierć, jeśli zwyciężą moi przyjaciele, natomiast my zostaniemy niechybnie straceni w przypadku zwycięstwa von Litzena.
– Czy jedziemy daleko? – zapytała zalękniona.
Magnus wzruszył ramionami.
– To zależy. Masz, pani, jakichś przyjaciół w Norwegii?
– Mam ciotkę w Bergen.
– W Bergen? To dość daleko stąd. Czy tam właśnie nauczyłaś się języka norweskiego, pani?
– Tak, wychowałam się u ciotki. Na jej dworze poznałam von Litzena.
Tym razem Magnus nie miał najmniejszych wątpliwości, że na wspomnienie o mężu przeszły ją ciarki, ale mimo to czuł się w obowiązku uprzedzić ją, że jeśli von Litzen uszedł z życiem, będzie musiała do niego wrócić.
