
Podniosła przerażone oczy. W blasku księżyca jej delikatna, dziecinna twarzyczka wydawała się szczególnie urodziwa.
– Nie! Pomóż mi tego uniknąć! – poprosiła.
– Ale co uczynisz z sobą, pani?
– Pojadę do domu, do Brandenburgii – odrzekła łamiącym się głosem. – Nie mogę uciec do ciotki, bo ona każe mnie tu odesłać z powrotem.
Magnus zmarszczył brwi.
– Wybacz, księżniczko, że ośmielam się pytać, ale jak ojciec waszej wysokości mógł wyrazić zgodę na ślub z taką kreaturą?
Gestem wskazała mu miejsce obok siebie.
– Usiądź, proszę – przyzwoliła łaskawie. – Właściwie byłam zaręczona z księciem niemieckim, ale mój narzeczony zachorował na ospę i umarł. No cóż, w Europie nie ma znów tak wielu książąt, a król Christian wstawił się za von Litzenem i zapewniał, że pomoże mu zrobić oszałamiającą karierę.
Magnus milczał przez chwilę, nim zadał następne pytanie.
– Powiedz… Jesteś, pani, bardzo młoda. Czy naprawdę… to znaczy, czy rzeczywiście byłaś dla niego żoną?
Zadrżała jak osika.
– Nie! Do tej pory miał inne kobiety. I właściwie jestem za to wdzięczna losowi.
Potężna łuna oświetliła las.
– Pałac się pali! – zawołał Magnus. – To z pewnością wypadek. Nie sądzę, by ktoś był taki głupi i celowo podłożył ogień. Jeśli jednak tak się stało, buntowników czeka kara dwakroć surowsza.
Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach.
– Moje piękne stroje! – załkała. – Spłoną doszczętnie! I wszystkie miłe memu sercu przedmioty, które przywiozłam z domu!
Magnus przytrzymał delikatnie jej ręce.
– Ale ty, pani, ocalałaś – pocieszał. – Żyjesz i jesteś wolna. Dołożymy wszelkich starań, by ci pomóc!
Popatrzyła na niego z uwagą.
– Bardzo się przestraszyłam, paniczu Magnusie, kiedy wdarłeś się do mej sypialni. Ale nie jesteś okrutnikiem, jak wprzódy sądziłam. Masz takie piękne, czyste spojrzenie. Zapewne rozumiesz, że w pałacu wiodłam żywot dość monotonny. To, co się teraz dzieje, wydaje mi się nawet dość fascynujące. Martwi mnie tylko jedno…
