
Lśniące oczy otworzyły się szeroko, potem szybko rzuciła triumfujące spojrzenie na aparat.
— Jak to, doktorze Aranow, nie sprawdził pan po drodze kartoteki pacjenta?! Przecież mówiłam panu, że upoważniam pana do wglądu.
— Podróż zajęła mi niewiele czasu. Mieszkam ledwie trzy przecznice stąd.
— Ale miał pan całe cztery minuty wolnego czasu, kiedy czekał pan na robotaksówkę. — Ze swojego krzesła obrzuciła go teraz pełnym triumfu spojrzeniem spod uniesionych wysoko brwi. Dałby głowę, że nie zmodyfikowano jej ilorazu inteligencji.
— Nie zajrzałem do kartoteki pana Waylanda — odpowiedział ze spokojem. — Dlaczego pielęgniarka musiała zabierać go do pomieszczenia żywieniowego?
— Bo miał Alzheimera, doktorze Aranow. I to już od piętnastu lat, na długo przed Przemianą. Bo ten wasz przechwalony czyściciel komórek nie może naprawić zniszczonych komórek mózgu — nieprawdaż, doktorze? — może tylko usuwać zdegenerowane. A przez to co roku miał ich coraz mniej. Dlatego nie mógł odnaleźć pomieszczenia żywieniowego, a co dopiero samodzielnie się rozebrać i nakarmić. Bo jego umysł już dawno zaniknął, a on sam stał się tylko zaślinioną, bezmyślną, pustą skorupą. Jego uszkodzony mózg w końcu się poddał i po prostu zabił to ciało, mimo że było tak bezsensownie zaszczepione!
Dyszała ciężko. Jackson wiedział, że go podpuszcza, że rzuca mu wyzwanie, by powiedział głośno: „To pani go zabiła”. Zaraz potem prawdopodobnie podałaby go do sądu.
Nie dał się sprowokować. Po małżeństwie — i rozwodzie — z Cazie Sanders, nie mogła mu zaimponować głupawa Ellie Lester. Rzucił tylko oficjalnym tonem:
— Przyczynę zgonu będzie musiał, rzecz jasna, ustalić lekarz sądowy miasta Nowy Jork, po dokonaniu autopsji. Sprawozdanie wstępne zostało zakończone. Proszę rozłączyć.
Włożył aparat z powrotem do torby. Ellie Lester wstała; była od niego o centymetr wyższa. Domyślał się, że autopsja wykaże obecność jednej z tych chińskich lub południowoamerykańskich substancji, które sprawiają, że mózg po prostu zapomina, co ma robić, przestaje wysyłać sygnały do serca, żeby biło, i do płuc, żeby oddychały. A może i nic nie wykaże, jeżeli substancja szybko się rozkłada, uniemożliwiając detekcję. Jak ona mu to podała?
