Bał się, przez wszystkie te tygodnie zamętu wokół jej wyprowadzki, że w życiu już mu się nie przydarzy nic tak wspaniałego jak tamte dwa lata. I nie zdarzyło się.

Kiedy teraz na nią patrzył — miała na sobie krótką złoto-zieloną szatę, która obnażała jedno ramię — poczuł znajome sztywnienie w karku, w piersiach, w kroczu — cały skomplikowany zestaw pożądania, wściekłości, chęci współzawodniczenia i wreszcie upokorzenia, że jakoś nie może znaleźć w sobie dość sił, by wypłynąć wreszcie z mrocznych prądów wewnętrznego morza Cazie. Odstawił szklankę. Musi mieć jasny umysł.

— Jak się czujesz, Tess? — zapytała łagodnie Cazie. Usiadła, nie proszona, obok niej, a Theresa jednocześnie odsunęła się trochę i wyciągnęła ku niej rękę, jakby chciała się ogrzać wewnętrznym ciepłem Cazie. Ich przyjaźń była dla Jacksona czymś zupełnie niewytłumaczalnym — tak się przecież różniły. Ale kiedy ktoś już raz wchodził w życie Theresy, ona przywierała do niego na zawsze. Theresa miała także dar wywoływania tej czułej, opiekuńczej strony Cazie — jakby była bezradnym kociątkiem. Jackson odwrócił wzrok od swojej byłej żony, ale zaraz doszedł do wniosku, że nie może pozwolić sobie na taką słabość i znów na nią spojrzał.

— W porządku — szepnęła Theresa. Zerknęła w kierunku drzwi. Obcy na ogół bardzo podsycali jej zwykły stan chorobliwego niepokoju.

— Tess, to są moi przyjaciele, Landau Carson i Irv Kanzler. A to Jackson i Theresa Aranow. Jedziemy właśnie na egzorcyzmy.

— Na co? — zdziwił się Jackson. Natychmiast tego pożałował. Irv wyjął z kieszeni swej konsumowanej tuniki inhalator i głęboko odetchnął tym, co właśnie zakłócało mu procesy biochemiczne w mózgu. To właśnie był największy problem z silnie toksycznymi narkotykami rekreacyjnymi: czyściciel komórek pracowicie wyłapywał je niemal natychmiast, jak tylko dostawały się do organizmu, więc ci, którzy je zażywali, musieli co chwila brać kolejną dawkę.



18 из 393