
W tym kącie tarasu posadziłam księżycowy pył w płytkich skrzyneczkach między kolumienkami barierki, tak żeby stworzyć niewysokie ogrodzenie, które nie zasłaniałoby widoku na zatokę. W swej rozpaczliwej ucieczce Katous wtoczył się w zasięg pola sensorycznego księżycowego pyłu, który natychmiast wypuścił chmurę słodko pachnących błękitnych włókienek, delikatnych jak puch dmuchawca. Pies wciągnął je w nozdrza i jeszcze raz zaskomlał. Na chwilę spowił go półprzejrzysty księżycowy pył, roztaczając wonną mgłę przed jego przerażonymi ślepiami. Katous zatoczył nieregularny krąg, a potem skoczył na oślep przed siebie. Przeleciał między palikami barierki i przetoczył się nad krawędzią tarasu.
Na dźwięk uderzającego o chodnik ciałka Hudson obrócił w tamtą stronę swoje czujniki.
Obie ze Stephanie rzuciłyśmy się do barierki. U naszych stóp pył księżycowy wypuścił kolejną chmurę włókienek. Sześć pięter niżej na chodniku leżał roztrzaskany Katous.
— Cholera jasna! — wrzasnęła Stephanie. — Taki prototyp kosztuje jakieś ćwierć miliona!
— Przy drzwiach wejściowych na dole odnotowano nie rejestrowany dźwięk — odezwał się Hudson. — Czy mam zawiadomić służby bezpieczeństwa?
— Co ja powiem Normanowi? Miałam przypilnować, żeby nic się mu nie stało!
— Powtarzam. Przy drzwiach wejściowych na dole zanotowano nie rejestrowany dźwięk. Czy mam zawiadomić służby bezpieczeństwa?
— Nie, Hudson — odpowiedziałam. — Nic nie rób. Spojrzałam w dół na kupkę zakrwawionego różowego futerka i ogarnęła mnie fala żalu i obrzydzenia. Żalu nad przerażonym Katousem i obrzydzenia do siebie i Stephanie.
— No cóż — mówiła Stephanie; jej idealne usta drżały. — Może rzeczywiście trzeba mu było poprawić IQ. Wyobrażasz sobie te tytuły w brukowcach Amatorów Życia? „Skok śmierci tępego Burka”. „Pogoniła go falliczna wiązanka”.
Odrzuciła głowę do tyłu i zaśmiała się, a jej rude włosy zafalowały na wietrze.
