
„Kapryśna w nastrojach — powiedział o niej kiedyś David. — Ona miewa intrygująco kapryśne nastroje”.
Ja osobiście nigdy nie uważałam tytułów w brukowcach Amatorów za tak śmieszne, jak wydają się one wszystkim naokoło. I daję głowę, że ani „fallicznej”, ani „wiązanki” nie znajdziesz w zasobach słownictwa Amatora Życia.
Stephanie wzruszyła ramionami i stanęła tyłem do barierki.
— Norman chyba będzie musiał zrobić sobie nowego. Kiedy stadium badań mają już za sobą, to chyba nie zbankrutują. Może nawet będą mogli odpisać go sobie od podatku. Słyszałaś, że Jean-Claude’owi udało się przepchnąć ten jego odpis w urzędzie skarbowym? Ten z embrionami, których on i Lisa zdecydowali jednak nie wszczepiać zastępczej matce? Zostawił je i wpisał sobie koszt przechowywania embrionów w koszty firmy, twierdząc, że spadkobierca to część długoterminowej strategii rozwojowej, a rewizor z urzędu naprawdę mu to uznał. Dziewięć zapłodnionych komórek jajowych, a wszystkie z najdroższymi genomodyfikacjami. A potem on i Lisa zdecydowali, że jednak wcale nie chcą mieć dzieci.
Wpatrywałam się w zbyteczną już kupkę różowego futra na chodniku, gdy wtem nie wiadomo skąd — może z samego środka błękitnej zatoki — pojawiła mi się w głowie gotowa decyzja. Dokładnie w tej chwili — właśnie w ten szybki i irracjonalny sposób.
W taki sam sposób płynęła odtąd reszta mojego życia.
— Znasz Colina Kowalskiego? — zapytałam Stephanie. Zastanawiała się tylko przez krótką chwilę. Miała ejdetyczną pamięć.
— Tak, zdaje mi się, że tak. Sarah Goldman przedstawiła nas sobie w jakimś teatrze parę lat temu. Taki wysoki szatyn? Niezbyt mocno genomodyfikowany, zgadza się? Nie przypominam sobie, żeby był szczególnie przystojny. A co? Czy to on ma być następcą Davida?
— Nie.
— Czekaj no chwilę, czy on przypadkiem nie pracuje dla ANSG?
— Tak.
— Wydaje mi się, że już wspominałam — rzuciła sztywno Stephanie — że firma Normana ma zezwolenie na przeprowadzenie prób testujących z Katousem?
