
To słowo to „atawizm”.
Patrzyłem, jak Lizzie przygląda się matce, kiedy ta układa zapiekankę z jabłek na taśmie pasa żywieniowego. Przechodziła później przez piec błyskowy i za ścianę, do kafeterii. Ktoś ją potem wybierze na swój chip żywieniowy senatora Marka Todda Ingallsa. Annie zajęła się teraz gotowaniem czegoś innego. Lizzie siedziała na podłodze wśród części popsutego robota. Kiedy matka patrzyła w inną stronę, przyglądała się każdej części uważnie, kombinując, jak by je do siebie dopasować, a potem uśmiechnęła się do mnie szeroko, a jej oczy zaświeciły jak gwiazdy.
* * *
Jeszcze tego wieczoru mieliśmy zebranie w kafeterii, żeby pogadać o tych wściekłych szopach. Nie licząc dzieci, było nas czterdzieścioro. Paulie Cenverno faktycznie widział jednego — tylne łapy miał powykręcane, jakby strzaskane, i pianę na pysku — koło toru skuterowego senatora stanowego Richarda Langtona, po przeciwnej niż rzeka stronie miasta. Ktoś powiedział, że trzeba ustawić krzesła w krąg, żeby to było prawdziwe zebranie, ale nikt się nie ruszył. W drugim końcu kafeterii grał holoterminal i ryczała muzyka taneczna. Nikt nie tańczył, tylko postacie na holo — naturalnej wielkości lalki ze światła, takie ładne, że mogłyby być Wołami. Mnie tam wcale się nie podobają. Nigdy mi się nie podobały. Prześwitują na brzegach.
— Przykręćcie tę muzykę, żebyśmy mogli słyszeć jeden drugiego! — rozdarł się Paulie.
Ludzie zgarbieni przy stolikach przy pasie żywieniowym nawet nie podnieśli głów. Pewnie wszyscy ćpali słoneczko. Paulie sam podszedł i przykręcił ten hałas.
