— Z Wołami trzeba ostro. Muszą pamiętać, kto tu płaci głosami.

— Dziękuję, panie nadzorco. I jeszcze jedna sprawa…

— Hej! — wrzasnął któryś łobuz z drugiego końca sali. — Pas żywieniowy stanął!

Zapadła martwa cisza.

— O co chodzi? — zapytało ostro holo Samuelsona. — W czym problem? — Przez chwilę miało się wrażenie, że to żywy człowiek.

— Pieprzona maszyna zwyczajnie stanęła! — darł się dalej tamten łobuz. — Zżarła mój chip i stanęła! Okienka z żarciem się nie otwierają! — Zaczął szarpać za drzwi okienek, ale nie puściły; nigdy nie puszczają, póki się nie włoży w otwór żywnościowego chipa. Łobuz walnął w nie swoją drewnianą pałą, ale to też nie pomogło. Plastiszyby nie da się rozbić.

Jack rzucił się biegiem przez całą kafeterię, aż jego wielki brzuch podskakiwał pod czerwonym kombinezonem. Wepchnął swój własny chip do otworu i przycisnął guzik przy okienku. Chip zniknął, a okienko się nie otworzyło. Jack pobiegł z powrotem do terminalu.

— Zepsuł się, panie nadzorco. Ten przeklęty pas żywieniowy się zepsuł. Połyka chipy i nie wydaje jedzenia. Musi pan jak najszybciej coś zrobić. To nie może czekać dwa tygodnie!

— Oczywiście, że nie, panie burmistrzu. Jak jednak panu wiadomo, kafeteria nie wchodzi w skład moich podatków. Została ufundowana i jest utrzymywana przez panią kongreswoman Land. Ale sam osobiście ją powiadomię, natychmiast, i w ciągu godziny będzie u was technik z Albany. Nikt nie umrze z głodu w ciągu godziny, panie burmistrzu. Proszę uspokoić mieszkańców.

— I tak go naprawią jak robostrażnika, co? — rozdarł nam uszy głos Celie Kane. — Jak moje dzieci będą głodne choćby przez jeden dzień, ty wykastrowany draniu…

— Zamknij się — szepnął do niej morderczym tonem Paulie Cenverno. Pauliemu nie podobało się, kiedy ktoś w oczy ubliżał Wołom. Oni też mają swoje uczucia, mawiał.

— W ciągu godziny — powtórzył Jack. — Dziękuję za pomoc, panie nadzorco. Koniec rozmowy.



39 из 355