Ale mimo jej wyjaśnień nadal nie rozumiem, co ona i inni Superbezsenni właściwie robią na Huevos Verdes. Osiem lat temu, kiedy tworzyli tę wyspę, wydawało mi się, że rozumiem. Ale od tamtego czasu padło o wiele za dużo słów. Umiem je powtórzyć, ale nie czuję ich kształtów. To są słowa bez konkretnych form: autotrofy, allosteryczne interakcje, nanotechnika, fotofosforylacja, wzory konwersji Lawsona, neomarksistowska ewolucja wspomagana. Zwykle więc uśmiecham się tylko i kiwam głową.

Ale ja jestem Śniący na jawie. Kiedy spływam wolno na scenę i wprawiam zachrypnięty od krzyku tłum Amatorów Życia w trans snu na jawie, a muzyka, słowa i kombinacje kształtów przepływają do nich z mojej podświadomości przez zaprojektowany przez Superbystrych sprzęt, dotykam ich umysłów w takich miejscach, których istnienia nawet nie podejrzewali. Odczuwają wtedy głębiej, istnieją bardziej radośnie, są bardziej zintegrowaną całością.

Przynajmniej na czas trwania koncertu.

A kiedy koncert dobiega końca, ludzie wychodzą leciutko odmienieni. Pewnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Woły, które płacą za moje koncerty, bo mają je za jakieś bzdurne okultystyczne igrzyska dla mas, też nie zdają sobie z tego sprawy. Nawet Leisha nie ma o tym pojęcia. Ale ja wiem, że opanowałem swoich widzów, odmieniłem każdego z nich i że na całym świecie tylko ja jeden mam taką władzę. Ja jeden.

Próbuję o tym pamiętać, kiedy jestem z Mirandą.


* * *

Leisha, siedząca po przeciwnej stronie stołu, zapytała:

— Dan… Co oni tam robią na Huevos Verdes?

Pociągnąłem łyk kawy. Na talerzu przede mną leżały świeżutkie genomodyfikowane winogrona, truskawki i nieduże ciasteczka, pachnące cytryną i imbirem.



46 из 355