
Elio i jego niewielka rodzina na tym etapie zdawali się całkiem nieciekawi dla szukających skarbu łobuzów, tak przynajmniej sprawy wyglądały z zewnątrz, mogli więc wrócić do Hiszpanii, do domu w Granadzie, o czym Pedro dowiedział się od Flavii. Jordi i Unni pozostawali w stałym kontakcie z Juana. Tak więc posiłki i odsiecz na wszelki wypadek też zostały przygotowane.
Gudrun i Pedro, oczekując przybycia Sissi, usiedli na niewygodnej ławce. Po chwili przyłączyła się do nich Unni z Jordim.
– Cóż, emeryci, siedzicie tu sobie i rozkoszujecie się wolnością? – spytała.
Gudrun odpowiedziała z uśmiechem:
– Jaką wolnością, skoro akurat wyjeżdżamy? Aż mnie ssie w żołądku z podniecenia. Unni, nie masz czasem papierowej chusteczki do nosa? Zapomniałam kupić.
– Oczywiście, że mam – odparła Unni uczynnie. – Ale nie musisz się spieszyć z kupowaniem, mam ich pod dostatkiem.
Otworzyła swoją sporą torbę podróżną, a Jordi przyglądał jej się z surową miną.
– Kochana Unni, pamiętaj, żeby nigdy przyborów toaletowych nie wkładać do walizki, którą nadajesz na bagaż! Powinnaś je trzymać w podręcznej torbie. Mamy przecież międzylądowanie i krótki postój, łatwo może się tak zdarzyć, że twoja walizka gdzieś się zawieruszy i przybędzie z opóźnieniem. Przybory toaletowe powinnaś mieć zawsze dostępne.
Unni zaczęła się gorączkowo przepakowywać.
– Dziękuję! Świetna rada. Proszę, Gudrun, masz tu paczkę chusteczek!
– Idzie Sissi! – zawołał Morten radośnie i przerwał swój nerwowy spacer. – Czyż to nie typowe dla niej? Odebrać bagaż jako absolutnie ostatnia osoba!
Obejmował Sissi, długo nie pozwalał się nikomu z nią przywitać.
Nadszedł czas załatwiania formalności. Antonio długo i czule żegnał się z Veslą.
– Tylko wróć – szeptała przytulona do jego policzka.
