Unni stała w kolejce tuż za nimi. Vesla nie powiedziała „Wróć jak najszybciej”, pomyślała. Prosiła „Tylko wróć”. To mi sprawia ból i naprawdę nie wiem, co powinnam odczuwać. Bo jeśli Antonio wróci, to Jordi będzie musiał tam pozostać. Zginąć.

Nie jestem w stanie o tym myśleć.

Pożegnali się z Veslą i było to trudne rozstanie. Panował nastrój głębokiej powagi, wszyscy wiedzieli, że tym razem to naprawdę wielka ekspedycja i nikt nie miał pojęcia, czym się skończy.

Potem przeszli do hali tranzytowej.

– Unni, gdzie twój ręczny bagaż? – spytał Jordi.

– Ech, torba była taka ciężka, nadałam ją razem z walizką.

– Rany boskie! – jęknął Jordi. Reszta wybuchnęła śmiechem, jedni bardziej złośliwie, inni raczej dobrotliwie, w końcu Unni pojęła, co zrobiła.

– Pracownicy lotniska, postarajcie się, żeby moje walizki trafiły do właściwego samolotu – bąknęła przez zaciśnięte zęby. – Żebym nie musiała myć zębów frotowym ręcznikiem, jak to Hemingway miał w zwyczaju.

– On miał mnóstwo dziwnych zwyczajów – powiedział Morten. – Uwodził kobiety, łamał obietnice…

– Jesteś pewien, że nie było na odwrót? – syknęła Unni.

W końcu znaleźli się w przejściu, gotowi ruszać. Ale nazwa miejsca ich przeznaczenia brzmiała złowieszczo.

2

Jeszcze raz siedzieli w samolocie, jeszcze raz znajdowali się w drodze do północnej Hiszpanii.

Napięci do tego stopnia, że czuli, jak mięśnie prężą się im pod skórą, przestraszeni, że nie zaplanowali wszystkiego dostatecznie dokładnie. To oczywiste, że tego nie zrobili, musieli przecież zostawić sobie jakieś pole manewru, pozostawało tylko mieć nadzieję, że sprawy są na tyle pod kontrolą, iż wszystko się uda.

Problemy wydawały się teraz jakieś niewiarygodnie ostateczne.

Każdy z obecnych miał przy sobie zwięzłe resume wszystkiego, co zdołali ustalić. Vesla starannie wypisała dla każdego ten sam tekst:



7 из 147