Wstał i wyszedł z izby.

Villemo stwierdziła, że nie mają już dla niej szacunku. Nie potraktowali jej jak synową. Widzą w niej pannę z dobrego domu, która zadała się z prostym chłopakiem, a to jest niewybaczalne. Dlatego jest gorsza od nich, mogą patrzeć na nią z góry.

Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko podziękować i wrócić do siebie z uczuciem, że dzisiaj wykonała naprawdę ciężką pracę.

Po drodze do domu dosłownie w ostatniej sekundzie dostrzegła przy leśnej ścieżce na wpół ukryty sznur. Przywiązany do przygiętego drzewa na zboczu, tworzył niemal niewidoczne sidła na grubszego zwierza. Villemo rozwiązała supeł. Sznur był tak napięty, że drzewo wyprostowało się z trzaskiem.

– O mój Boże – szepnęła do siebie. – Czy teraz zastawia się już sidła na drogach? Ktoś mógł przecież w nie wpaść i zrobić sobie krzywdę!

Że też tego nie zauważyłam idąc do Svartskogen, myślała. Mogło być ze mną źle!

Ale dłużej się już nad tym nie zastanawiała i nie przeczuwając nic złego, ruszyła dalej do domu. Las się skończył i w dole przed nią widoczna była cała parafia Grastensholm.

Villemo doznała uczucia nieskończonej pustki. Co mi teraz pozostało? myślała. Marzenie o mężczyźnie, który nigdy do mnie nie należał. Dlaczego tak rozpaczliwie staram się zachować wspomnienie o nim?

Bo nie mam nikogo innego, oto smutna prawda. A dziewczyna w moim wieku powinna chyba mieć o kim myśleć.

Jednak Eldar…? Jego postać rozpływała się i bladła we wspomnieniach Villemo. A zamiast niego pojawiał się…

Nie, cóż za głupstwa!

Villemo znowu ruszyła przed siebie. Chciała porozmawiać z Irmelin. Teraz obie miały tyle wspólnego, a poza tym już dawno nie widziała przyjaciółki.

Skierowała więc kroki ku staremu, bezpiecznemu, choć może niezbyt pięknemu domowi w Grastensholm.

ROZDZIAŁ II



13 из 179