– Gudrun nie żyje – oświadczyła krótko.

– Nie, co też mówicie, matko? Jak to się stało?

Stary zaśmiał się gorzko:

– Swoją chorobę ona sama na siebie sprowadziła.

– Takich haniebnych chorób w naszym domu wspominać się nie godzi – wtrąciła matka ostro.

Villemo z trudem przełykała jedzenie. Tak bardzo było jej żal tych ludzi, którzy utracili tylu bliskich.

– Eldar był wspaniałym człowiekiem – zaczęła znowu. – Miał w sobie wiele dobrego. Zamierzaliśmy się pobrać.

Oboje starzy zastygli w bezruchu. Po chwili matka ponownie zajęła się ciastem.

– Proszę nie mówić głupstw, panienko.

– Naprawdę mieliśmy taki zamiar.

– Czy on… zbliżył się do pani, panienko Villemo?

– Eldar? – uśmiechnęła się. – Nie. Zawsze zachowywał się wobec mnie z wielkim szacunkiem.

Tak, tym sposobem udało jej się przedstawić ostatnie wydarzenia w różowych kolorach.

Stary wstał.

– Nie powinna była panienka ciągnąć go na takie zatracenie – powiedział głosem drżącym od powstrzymywanego wzburzenia. – Najpierw to powstanie. A potem tak mu zawrócić w głowie, że zapomniał, gdzie jest jego miejsce.

– Ja? – wykrztusiła, ledwo mogąc głos z siebie wydobyć wobec takiej niesprawiedliwości. – Przecież ja z powstaniem nie miałam nic wspólnego, był w sprzysiężeniu na długo przede mną. A to drugie… Nie, temu nikt nie winien. Kochaliśmy się bardzo. Dlatego myślę, że teraz należę do Svartskogen. W jakiś sposób… I gdybym mogła coś dla was zrobić, to proszę mi powiedzieć.

– Nie, dziękujemy – powiedział komornik zimno. – Wystarczy tego, co już zostało zrobione. Ale powinnaś zapytać gospodarza z Grastensholm, dlaczego nic nie robi, żeby bronić swoich komomików, kiedy ich rodziny giną jak muchy.

– No, nie wiem – bąknęła Villemo zbita z tropu. – Co można poradzić na nieszczęśliwe wypadki? Trzeba się mieć na baczności. I być ostrożniejszym.

– Mieć na baczności! – prychnął stary. – Ty niczego nie rozumiesz, ani odrobiny! Możesz sobie myśleć, co chcesz, nic mnie to nie obchodzi.



12 из 179