
– Eldar bardzo tego chciał – wyznała Villemo. – Przez cały czas. Ale ja byłam uparta. Teraz się z tego cieszę.
– Czy on cię kiedyś pocałował? – szepnęła Irmelin.
Ku swemu wielkiemu zaskoczeniu Villemo nie umiała sobie przypomnieć. O wstydzie, jak można nie pamiętać czegoś takiego?
– Oczywiście – odparła z ociąganiem. – Ale powinnaś była słyszeć, co on mówił tuż przed śmiercią. Wszystkie te piękne słowa. Och, to było takie cudowne, po prostu boskie!
Irmelin jednak nie była zainteresowana tak uduchowionymi wyznaniami.
– Odczuwałaś coś szczególnego, kiedy on był przy tobie?
– Wtedy, gdy umierał?
– Nie, nie. Kiedy brał cię w ramiona.
W pamięci Villemo pojawiła się nagle dobrze znajoma twarz, która nie miała nic wspólnego z tym, o czym mówiły. Szelmowskie, połyskujące żółtym blaskiem oczy, czarne rzęsy, czarne włosy…
– Co? Aha, kiedy on…
Twarz nie znikała i powodowała zamęt w jej myślach.
Jak miała pamiętać, co czuła w ramionach Eldara? To było już tak dawno temu.
Zgiń, głupia gębo! Chcę myśleć o Eldarze!
– Nic, nie mogłabym powiedzieć, żeby coś szczególnego – rzekła z wolna. – Ale wiem, co masz na myśli. Bo rzeczywiście czułam coś niezwykłego, gdy raz siedzieliśmy blisko siebie. I…
– Tak, co chciałaś powiedzieć?
Nie, nie mogła chyba powiedzieć, że na samą myśl o pewnym młodzieńcu, który wcale nie jest Eldarem, czuje, że drżą jej kolana.
– Nic. A ty coś czułaś?
Irmelin spoglądała rozmarzona przed siebie.
– Kiedy Niklas mnie obejmował. I kiedy przytulał swój policzek do mojego. I kiedy czułam jego ciało przy swoim…
– Tak? – zapytała Villemo, która bardzo chciała się dowiedzieć, co się wtedy przeżywa.
– Wtedy wiedziałam, że gdyby on zamierzał posunąć się dalej, to nie miałabym siły go powstrzymać.
Villemo ogarnęła jakaś dziwna tęsknota. Pragnęła także przeżywać coś takiego.
