
– A więc niekiedy było już blisko?
– Och, tak. Któregoś dnia było już tak blisko, że… Nie, nie chcę o tym opowiadać. To są dla mnie święte wspomnienia.
– Rozumiem. Nie, tak daleko ja z Eldarem nie zaszłam. Nie mogłam, wiesz…
Z twarzy kuzynki wyczytała, że Irmelin nigdy Eldara nie lubiła. Dziwne, ale nie sprawiało jej to już przykrości. Dawniej wpadała w złość, gdy tylko ktoś się na niego skrzywił.
Czyżby jej miłość zaczynała umierać? Czy aż tak jest niestała?
– Napisałam list do Dominika – powiedziała ni stąd, ni zowąd.
– O Eldarze? – zapytała przyjaciółka zdumiona.
– Nie, coś ty!
– Ale dlaczego, na Boga, pisałaś do niego? Przecież ciągle się kłócicie.
Villemo była wdzięczna za ten pretekst, którego mogła się uchwycić.
– Tak, no i właśnie dlatego napisałam. Żeby położyć kres tym wiecznym kłótniom i przekomarzaniom. Ale on nie odpowiedział – dodała ze smutkiem.
– No pewnie! I nie myślę, że to zrobi. On ma własne życie. Może nawet już się ożenił, taki przystojny.
Jakby ktoś wbił sztylet w serce Villemo. Ożenił się? Dominik? O, dolo nieszczęsna!
– Pewnie coś byśmy o tym wiedzieli – jęknęła płaczliwie.
– To nie takie pewne – ciągnęła bezlitosna Irmelin.
– Poczta działa okropnie.
Ta odpowiedź była kolejnym ciosem, ale też i pewną pociechą. Skoro poczta się opóźnia, mogła jeszcze mieć nadzieję na odpowiedź Dominika.
Irmelin mówiła w zamyśleniu:
– Niklas, Dominik i ty. Ja zawsze byłam poza waszą trójką. Och, jak ja marzyłam, żeby też mieć takie żółte oczy! Żeby być jedną z was. Ale ja zaliczałam się tylko do zwykłych śmiertelników.
Villemo nigdy tak na te sprawy nie patrzyła. Gdy jednak teraz zobaczyła wszystko od strony Irmelin, poczuła się nieskończenie dumna, że należy do wybranych.
– Zastanawiam się, co to oznacza – mówiła dalej Irmelin. – Niklas bardzo się tym przejmuje. On twierdzi, że te wasze oczy mają coś wspólnego z ciążącym na rodzinie przekleństwem.
