
– Tajemnicy związanej z przekleństwem Ludzi Lodu. Nie, jeśli Tarjei i Kolgrim nie mogli tego znaleźć, to nie znajdziemy i my.
Irmelin przyglądała się jednak przyjaciółce ukradkiem. Villemo przyniosła zapewne na świat więcej niezwykłych darów, niż rodzina dotychczas przypuszczała. Więcej niż sama się spodziewała.
Gdy znowu znalazły się w jej pokoju, zapytała:
– Villemo, czy myślisz, że to by było straszne, gdyby pozwolić?
– Co takiego? – zapytała, nie rozumiejąc przez chwilę, o co chodzi.
– No, wiesz. To, o czym rozmawiałyśmy przedtem. O miłości.
Villemo stwierdziła nagle, że nie ma nic do powiedzenia. Nigdy nie doznała tak silnych uczuć jak te, którymi owładnięci byli Niklas i Irmelin. W każdym razie jeszcze nie. A ponieważ Eldar umarł, to jest mało prawdopodobne, że kiedyś staną się one i jej udziałem.
– Och, Irmelin – powiedziała ze współczuciem. – Naprawdę nie wiem, co powiedzieć. Wiem tylko, że całym sercem jestem z wami!
Maska spokoju spadła z twarzy kuzynki. Irmelin oparła głowę na ramieniu przyjaciółki i długo, boleśnie płakała.
Nadszedł październik. Mijał właśnie rok od tamtej pory, gdy Villemo spotkała Eldara i zakochała się. Z niewiarygodnym uporem pielęgnowała pamięć o nim i była całkowicie przekonana, że będzie podtrzymywać płomień tej miłości, nawet jeśli on od czasu do czasu chwieje się niepewnie i przygasa.
Od Dominika wciąż nie było odpowiedzi. Czuła się zdradzona, zapomniana przez świat i żałowała, że wysłała ten list.
Niklas zrobił się szorstki i zamknięty w sobie, trudno było z nim rozmawiać. Irmelin została na pewien czas wysłana do Danii, do Gabrielshus. Żeby oboje z Niklasem mogli zapomnieć lub zacząć myśleć inaczej.
Pogrążona w ponurych myślach Villemo wyszła, żeby się przejść, Tej jesieni początek października nie był tak piękny jak przed rokiem. Szara mgła otulała szczyty wzgórz, a pola były rozmiękłe po deszczu.
Jak to czyniło wielu innych członków rodu Ludzi Lodu, kiedy czuli się niepewnie lub przeraźliwie samotni, Villemo poszła na cmentarz, by z bliskości swoich przodków zaczerpnąć trochę siły. Była to może pogańska skłonność, lecz pomagała odzyskać spokój. Tak uważała nie tylko Villemo, inni w rodzinie też byli tego pewni.
