
Wpatrzony w radio burmistrz głośno przełknął ślinę.
— Mam nadzieję, że zarządza pan ziemską kolonią, generale, bez żadnych radykalnych odchyleń od normy w rodzaju wolnej woli, wolnej miłości, wolnych wyborów czy innych tego typu pomysłów z listy poglądów zakazanych. To są obce idee, a dla obcych potrafimy być brutalni. Proszę uporządkować swoją kolonię, generale. Inspektor pojawi się mniej więcej za dwa tygodnie.
Natychmiast zwołano zebranie wszystkich mieszkańców wioski, aby ustalić, jak najlepiej potwierdzić swoją ziemskość. Jedyne, co mogli zrobić, to pospiesznie dostosować się do wzorca Ziemi, opisanego w dawnych książkach.
— Nie rozumiem, dlaczego musi być jakiś przestępca oświadczył Tom.
— Przestępca jest niezwykle ważną częścią ziemskiego społeczeństwa — wyjaśnił burmistrz. — Wszystkie książki są co do tego zgodne. Jest równie ważny jak, powiedzmy, listonosz albo szef policji. Różni się od nich tym, że zajmuje się działalnością aspołeczną. Pracuje przeciwko społeczeństwu. Gdyby nie było ludzi pracujących przeciwko społeczeństwu, jak mogliby istnieć ludzie pracujący dla niego? Nie mieliby nic do roboty.
— Nie rozumiem — pokręcił głową Tom.
— Bądź rozsądny. Musimy mieć tu wszystkie ziemskie rzeczy. Choćby brukowane drogi. I kościoły, i szkoły, i więzienia. Wszystkie książki o tym mówią. O przestępstwach też.
— Nie chcę — oświadczył Tom.
— Postaw się w moim położeniu — błagał burmistrz. — Przylatuje ten inspektor i spotyka Billy’ego Malarza, naszego szefa policji. Prosi, żeby mu pokazać więzienie. A potem pyta: „Żadnych więźniów?” A ja odpowiadam: „Oczywiście. Nie popełniamy żadnych przestępstw”. „Żadnych przestępstw?” — dziwi się. — „Przecież w ziemskich koloniach zawsze zdarzają się przestępstwa. Wie pan o tym”. „U nas nie”, tłumaczę. „Nie wiedziałem nawet, co to znaczy przestępstwo, dopóki w zeszłym tygodniu nie sprawdziłem w słowniku”. „No więc po co zbudowaliście więzienie?” — on mnie pyta. „Po co pan zaangażował szefa policji.”
