— Nie bój się. Przecież będę tam z tobą.

W śluzie powietrznej dzieci nic nie mówiły i kuliły się do siebie. Rozległo się nagłe syczenie, a następnie otworzył się zewnętrzny luk. Dzieci, trzymając się kurczowo dorosłych, ostrożnie wyszły na zewnątrz. Idąc, co chwilę zderzały się ze sobą.

Wokół nich było zbyt jasno, by mogli patrzeć. Znajdowali się w lekko wirującej białej mgle. Powierzchnię pokrywały zawiłe lodowe wzory — kwiaty mrozu — i wszystko połyskiwało, tonąc w powodzi świateł. Nirgal jedną ręką trzymał Hiroko, drugą ściskał dłoń Kojota, aż nagle oboje pchnęli go do przodu i wypuścili z uścisku. Zatoczył się niepewnie od gwałtownego białego blasku.

— To jest kaptur mgły — wyjaśnił głos Hiroko przez interkom w uszach chłopca. — Trwa przez całą zimę. Ale teraz mamy Ls dwieście pięć, jest wiosna, i zielona siła, rozpalona przez słoneczne światło, mocniej naciera na świat. Spójrzcie na to!

Nirgal jednak nie widział niczego, poza białą, zwartą ognistą kulą. Nagle tę kulę przeszyło światło słoneczne i przekształciło ją w rozprysk koloru, zmieniając zmrożony piasek w wygładzony magnez, a kwiaty mrozu w rozżarzone klejnoty. Wiatr spychał na bok i rozdzierał mgłę; zaczęły się w niej pojawiać szczeliny i odległa kraina poczęła się rozstępować przed oczyma dzieci. Widok ten sprawił, że chłopiec aż zachwiał się z wrażenia. Jakie to duże! Takie duże — wszystko było takie duże. Ukląkł, przykładając jedno kolano do piasku, na drugiej nodze położył ręce, aby utrzymać równowagę. Kamienie i kwiaty mrozu wokół jego butów połyskiwały, jak próbki pod mikroskopem. Skały, tu i ówdzie, porastały kuliste kępki czarnych i zielonych porostów.

Dalej, na horyzoncie, znajdowało się niskie wzgórze o płaskim szczycie. Krater. W jego żwirze umiejscowiono szlak roverowy; był prawie całkowicie wypełniony szronem, jak gdyby trwał tu od miliona lat. Forma pulsująca w chaosie światła i skał, zielone porosty, wpychające się w biel tego świata…



12 из 836