On sam nie był w stanie nikomu pomóc, jego siły zostały wyczerpane. Wszystko co mógł zrobić, to patrzeć, z uznaniem czy bez, tego nie potrafili ocenić. Przypuszczalnie i jedno, i drugie,

I wtedy zobaczył, że Villemo zachwiała się i przysiadła na krawędzi łóżka, drżąc na całym ciele.

– Co to? – zapytał szorstko. – Nie możesz znieść widoku nędzy?

Niklas podniósł głowę.

– Villemo jada tyle co ptak. Po to, by zapasy z Elistrand dzielić z innymi. Oddaje to, co jej samej jest niezbędne.

– No, no, popatrzcie – mruknął Eldar z grymasem, ale spojrzał na nią z wyraźnym podziwem.

Gdy skończyli, Irmelin zwróciła się do Eldara:

– Jutro rano przyślę do was woźnicę. Przywiezie wam jęczmiennej i żytniej mąki. Bądź tak miły i przyjmij to ze względu choćby na twoich krewnych!

Eldar patrzył jej uporczywie w oczy, jakby mierząc siły, w końcu skinął ponuro głową.

Zbierali się do wyjścia. Nie towarzyszyło im ani jedno słowo podzięki. Ale przecież nie po to tu przyszli.

Villemo pożegnała swoich przyjaciół po drodze. Nagle bardzo jej się zaczęło spieszyć do domu.

Chciała po prostu zacząć znowu jeść.

Gdy doszła do kościoła, zawahała się chwilę, po czym zawróciła i weszła na cmentarz.

W zamyśleniu minęła nagrobek Tengela i Silje. Villemo nie znała ich. Zatrzymała się natomiast przy innym kamieniu nagrobnym.

Prababka Liv…

Bardzo długo nikt w rodzinie nie mógł pojąć, że jej już nie ma. Przeżyła osiemdziesiąt pięć lat – niezwykły wiek. Villemo wspominała rozmowę z prababką, kiedy tamta nie wstawała już z łóżka. Jednego z ostatnich dni życia. Ona sama miała wtedy zaledwie dwanaście lat, lecz słowa babki zapamiętała na zawsze.



14 из 196