Unni nie ustępowała.

– No a sam Jordi? Gdyby on nam pomógł?

– Możesz być pewna, że pomoże. On zrobiłby wszystko, żeby tylko wyrwać się z tego obrzydliwego świata i wrócić tu do was, a zwłaszcza do ciebie, wybranki swego serca.

Aż tak romantycznie to dzisiaj chyba już nikt się nie wyraża.

– Czy moglibyśmy jednak spróbować przesunąć sarkofag? – zakończył don Federico.

Ludzie kulili się. Rzucali niespokojne spojrzenia w stronę ciemnego kąta.

Pierwszy otrząsnął się Antonio.

– Tak jest. Musimy skoczyć na głęboką wodę. Gdzie on powinien stać?

Rycerze się ożywili.

– W każdym razie nie między sarkofagami obojga młodych – rzekł don Garcia. – Najpierw zestawmy razem ich trumny!

Łatwo powiedzieć, pomyślała Unni cierpko. Zwłaszcza że żaden z was, rycerzy, nawet palcem nie ruszy, żeby nam pomóc.

Unni była oczywiście niesprawiedliwa. Rycerze po prostu im pomóc nie mogli.

Nagle Unni zdała sobie sprawę z tego, jak w gruncie rzeczy niewiele jest w ich gronie osób, które mogą się zająć przesuwaniem sarkofagów. To Antonio, Morten i Sissi. Wkład Juany, a także jej samej, nie będzie zbyt wielki. „Słyszałeś, jak strasznie dudniło, kiedy przechodziliśmy przez most”? – spytała pchła swojego towarzysza słonia.

Nie, nie, to nie czas ani miejsce na żarty. Tęskniła za Jordim tak, że ból rozsadzał jej piersi, a z oczu znowu pociekły łzy.

Brakowało jej też Miguela. Podeszła do niej Sissi z zapłakaną twarzą i słowami pocieszenia.

– Odnajdziemy ich, Unni! Nigdy się nie poddamy! Unni z zapałem kiwała głową i mocno ściskała rękę Sissi.

– Odnajdziemy ich. Obie. Tego możesz być pewna!

2

Z największym trudem zdołali przesunąć sarkofag infantki Elviry, po czym przeszli do miejsca spoczynku infanta Rodrigueza. Byli już naprawdę zmęczeni, tym bardziej że głód trawił resztki ich sił. Antonio poważnie się martwił o drogę powrotną z gór. Jeśli w ogóle dotrwają do czegoś takiego jak powrót z gór. Pozostało przecież jeszcze największe wyzwanie: odsunięcie od górskiej ściany wielkiego sarkofagu króla.



6 из 142