Rycerze ustalili, gdzie powinien stać. Na szczęście niezbyt daleko od miejsca, w którym się dotychczas znajdował.

Sissi, która nie musiała się już starać, by w obecności Mortena zachowywać się jako istota na wskroś kobieca, znacznie od niego słabsza, stanęła przy jednym końcu kamiennej trumny, Antonio przy drugim. Na szczęście sarkofag miał coś w rodzaju uchwytów. Pozostała trójka bez najmniejszego szacunku odgarniała zamaszystymi kopniakami perły i wszelkie klejnoty z podłogi, po czym ustawiła się z tyłu za trumną, by w stosownej chwili ją popychać i – jeśli się uda – przesuwać.

Wszyscy byli bladzi i spięci, Urraca i rycerze także, Unni słyszała odmawiane szeptem modlitwy, widziała składane i rozprostowywane ręce.

– Jesteś gotowa, Sissi? – spytał Antonio cicho.

Dziewczyna kiwnęła głową. Ledwo była w stanie oddychać.

– No to już. Raz, dwa trzy!

Sarkofag na szczęście nie został przytwierdzony ani do podłogi, ani do ściany. Pchnęli go oboje równocześnie i ciężka trumna przesunęła się o jakieś pół metra do przodu. Antonio i Sissi odskoczyli w tył, tak jak ich Urraca upominała. Reszta ukryła się już wcześniej.

Oboje zdążyli jednak zauważyć, że skała za sarkofagiem jest gładka, nienaruszona.

– Dziura została zatkana – powiedział Antonio, starając się, by jego głos brzmiał obojętnie.

Przez grotę przetoczyło się głębokie westchnienie ulgi. Wszyscy podeszli, by zobaczyć to na własne oczy. Z tamtej strony, zza ściany, nie docierał żaden dźwięk.

– Zrezygnowali z tego wyjścia – powiedziała Urraca. – Jordi to zrobił! Udało mu się! – wołał Antonio w zachwycie i oszołomieniu.

Unni nigdy nie widziała, by twarze rycerzy były takie rozpromienione, takie radosne.

– Dziękujemy ci, Jordi, gdziekolwiek jesteś – wyszeptał don Federico wzruszony. – Dziękujemy wam wszystkim, naszym wyjątkowym, ofiarnym młodym przyjaciołom, a także waszym pomocnikom. Dziękuję, z całego serca dziękuję!



7 из 142