Keshia wyjęła poranną gazetę i podała mu ją otwartą na stronie z rubryką towarzyską autorstwa niejakiego Martina Hallama. Była to dość osobliwa publikacja, która zaczęła się ukazywać ledwie miesiąc wcześniej. Niezmiennie aktualny, nieco cyniczny i bardzo ścisły raport o poczynaniach nowojorskiej śmietanki, wskazujący na to, że jego autor dysponuje wiadomościami z pierwszej ręki. Nikt nie miał pojęcia, kim jest Martin Hallam, i wszyscy wciąż gubili się w domysłach, kto go informuje.

Edward przebiegł tekst oczyma, ale nie znalazł żadnej wzmianki o Keshii.

– I co?

– To, że chciałam ci przedstawić mojego przyjaciela Martina Hallama. – Keshia śmiała się w głos, przez co Edward poczuł się trochę głupio. Wyciągnęła do niego rękę, a w jej oczach zaiskrzył się znajomy szafirowy blask. – Witaj, Edwardzie, jestem Martin. Miło mi cię poznać.

– Co takiego? Keshia, nie strój sobie ze mnie żartów!

– Wcale nie żartuję. To zresztą głęboka tajemnica. Nawet wydawca nie wie, kto naprawdę pisze te ploteczki. Cóż, Simpson jest całkowicie dyskretny. Przez miesiąc posyłałam im próbki, by udowodnić, że jestem wiarygodna. Dziś otrzymaliśmy zgodę na publikację rubryki trzy razy w tygodniu. Czyż to nie bosko?

– Bosko? Raczej bezbożnie. Keshia, jak mogłaś?

– A czemu nie? Nie ryzykuję, że ktoś poda gazetę do sądu, i nie ujawniam sekretów, które mogłyby zniszczyć komuś życie. Po prostu dostarczam ludziom… czy ja wiem?… informacji, a przede wszystkim rozrywki.

Taka właśnie była Keshia. Szlachetnie urodzona Keshia Saint Martin, K. S. Miller i Martin Hallam w jednej osobie. Sukces i towarzysząca mu szczypta tajemniczości dodały jej jeszcze uroku. Któż inny mógłby tyle osiągnąć? Co więcej, cieszyć się tym przez tak długi czas? Tylko Edward i właściciel agencji literackiej Jack Simpson wiedzieli, że szanowna Keshia Saint Martin prowadzi podwójne życie – inne niż to, o którym tak rozpisywały się ilustrowane magazyny.



10 из 307