Edward ponownie zerknął na zegarek. Minęła dziesiąta, mógł zatem zadzwonić. Sięgnął po słuchawkę. Ten i tylko ten numer zawsze wykręcał własnoręcznie. Keshia odebrała telefon po dwóch sygnałach. Głos miała ciepły i matowy, taki, jaki lubił najbardziej, bo było w nim coś osobistego. Czasem wyobrażał ją sobie w porannym dezabilu, po czym karcił się w duchu za tak zdrożne myśli.

– Witaj w domu – uśmiechnął się do zdjęcia w gazecie, która nadal leżała na jego biurku.

– Edwardzie! Ależ się za tobą stęskniłam! Wzruszyła go szczera radość, z jaką go powitała.

– Nie aż tak, aby wysłać mi choć jedną kartę, mała hipokrytko! – odchrząknął. – Dobrze, że pisujesz przynajmniej do pani Townsend.

– To co innego. Totie załamałaby się nerwowo, gdybym nie dała jej znaku życia. – W słuchawce rozległ się śmiech i delikatny brzęk porcelany. Herbata. Jak zwykle bez cukru, z odrobiną śmietanki.

– Nie wpadło ci do głowy, że ja też się denerwuję?

– Za dużo w tobie stoicyzmu, Edwardzie. Ponadto załamanie nerwowe jest w złym guście. Noblesse oblige, mój drogi!

– Dobrze już, dobrze. – Jej bezpośredniość często wprawiała go w zakłopotanie. Oczywiście nie myliła się. Edward miał bardzo rozwinięte poczucie smaku. Dlatego właśnie nigdy jej nie powiedział, że ją kocha. Podobnie jak nie powiedział tego jej matce. – Jak było w Marbelli? – dodał.

– Okropnie. Chyba się starzeję, Edwardzie. Dom ciotki Hil był pełen jakichś rozhukanych nastolatków. Dobry Boże, jak można puszczać samopas takie dzieci!

Zaśmiał się, słysząc jej oburzony ton. Keshia wciąż wyglądała na dwadzieścia lat. Na dwudziestolatkę, która wie, czego chce.

– Na szczęście spędziłam tam tylko weekend – dorzuciła z westchnieniem.

– A co robiłaś wcześniej?

– Czyżbyś nie czytał gazet? Byłam „odcięta od świata” na południu Francji!

Edward nie mógł powstrzymać uśmiechu. Tak się cieszył, że znów słyszy jej głos!



11 из 307