
– Przyjemnie i pożytecznie. Omawialiśmy pewne pomysły, które chciałabym wykorzystać w książce. Udzielił mi kilku dobrych rad, ale nie jest to chyba odpowiednie miejsce…
W tym hałasie istniały małe szanse, by ktokolwiek ich podsłuchiwał, z zasady jednak nie rozmawiali o jej pisarstwie w miejscach publicznych. „Podstawą wszelkich cnót jest dyskrecja”, jak często mawiał Edward.
– Słusznie – przyznał. – Szampana?
– Wiesz, że nie odmówię – zaśmiała się.
Edward skinął na kelnera, który ceremonialnie otworzył butelkę. Keshia rozejrzała się nieznacznie po sali, co widząc, Edward nie zdołał powstrzymać uśmiechu.
– Wiem, co knujesz, Keshia, i powiem ci jedno: jesteś niemożliwa. Za pani powrót do domu, mademoiselle.
Stuknęli się kieliszkami i przez chwilę sączyli w milczeniu świetnie schłodzony trunek z doskonałego rocznika.
– Co słychać u Whita? – zagadnął po chwili Edward. – Idziecie dziś razem poszaleć?
– U Whita wszystko w porządku. Nigdzie się nie wybieramy, kładę się wcześniej spać, żeby odpocząć po podróży.
– Nie chce mi się w to wierzyć, aleskoro tak twierdzisz, wypada mi przyjąć za dobrą monetę.
– Jesteś mądrym człowiekiem, Edwardzie. Przypuszczalnie dlatego tak bardzo cię kocham.
Spojrzał na nią uważnie, po czym ujął jej dłoń.
– Keshia, proszę cię, bądź ostrożna.
– Wiem, Edwardzie. Zawsze jestem ostrożna.
Lunch przebiegł w miłej atmosferze. Rozmawiali o drobiazgach, kłaniali się wchodzącym i wychodzącym znajomym, na krótką chwilę przysiedli się też do nich dwaj wspólnicy Edwarda. Keshia pokrótce streściła przebieg swoich wakacji, nie spuszczając z oka zmieniających się formacji bywalców „La Grenouille”
Rozstali się o trzeciej. Reporter z „Women’s Wear” sumiennie „zaskoczył” ją przy wyjściu, po czym Edward wezwał dla Keshii taksówkę, a sam pieszo oddalił się do biura.
