– Trzaskasz drzwiami, więc pewnie coś cię gryzie.

– Zwyczajna chandra. Może to przez zmianę czasu. – Keshia z rezygnacją klapnęła na fotel. – Czasami wolałabym, żebyś w ogóle mnie stąd nie wypuszczał.

– A mam taką możliwość? – ożywił się Mark.

– Nie – roześmiała się, zrzucając buty.

– Tak właśnie myślałem.

Nie wydawał się zmartwiony. Keshia czuła, że jej humor poprawia się z minuty na minutę.

– Podoba mi się ten gwasz.

– Mhm. Może coś z niego będzie. – Mark odsunął się, by ocenić efekt kilkugodzinnej pracy, i sięgnął po czekoladkę do otwartego pudełka. Chyba w głębi ducha był z siebie zadowolony. Nagle odwrócił się i objął ją. – Gdzie byłaś, kiedy cię nie było?

– Hm… niech sobie przypomnę… Przeczytałam sześć książek, przebiegłam milę po parku, byłam na balu i zgłosiłam swoją kandydaturę na urząd prezydenta.

– I jak cię znam, gdzieś wśród tych bredni kryje się czysta prawda?

Wzruszyła ramionami i wspięła się na palce, żeby go pocałować.

– Osobiście stawiałbym na to, że kandydujesz w wyborach – dodał. W gruncie rzeczy niewiele go to obchodziło. Miał własne życie, pracę, przyjaciół. Życie Keshii było jej prywatną własnością.

– Że też niczego nie da się przed tobą ukryć – zaśmiała się.

– Niczego – potwierdził, z powagą rozpinając jej bluzkę.

– O, na przykład tu jest coś, co chciałaś ukryć… – odsłonił jej pierś i pochylił się, by musnąć ją wargami. – Stęskniłem się za tobą, Keshia…

– Ani w połowie tak jak ja za tobą… – Na moment znów ujrzała tamtą salę balową i tańczącego barona. Odsunęła się od Marka i zajrzała mu w oczy. – Jesteś najprzystojniejszym facetem na świecie, Marku Wooly.

– I twoim niewolnikiem.

Roześmiała się. Umiłowanie wolności Marka było powszechnie znane, a jego niezależność graniczyła z przesadą. Porwała mu sprzed nosa pudełko czekoladek i uciekła z nim do sypialni.



37 из 307