
– Keshia, dlaczego nie chcesz być ze mną szczera? Czasami mam uczucie, że w ogóle cię nie znam.
Kurczowy uścisk Marka zaniepokoił ją nie mniej niż pytanie malujące się w jego oczach. Wzruszyła ramionami, uśmiechając się wymijająco.
– No cóż, kopciuszku – rzekł Mark – kimkolwiek jesteś, powiadam ci, że moim zdaniem w głowie masz nie po kolei.
Roześmiała się i weszła do sypialni, ocierając nieznacznie z policzka dwie łzy. Naprawdę nic o niej nie wiedział, bo i skąd? Nie chciała przecież, by ją poznał. Był tylko miłym, wyrośniętym dzieciakiem.
ROZDZIAŁ 5
– Panno Saint Martin, jakże nam miło panią gościć!
– Dziękuję, Bill. Czy pan Hayworth już przyszedł?
– Jeszcze nie, ale stolik jest przygotowany. Zaprowadzić panią?
– Nie, zaczekam przy kominku.
Klub „21” zatłoczony był wygłodniałymi gośćmi. Szefowie firm, słynne modelki, znani aktorzy, producenci, idole światka dziennikarskiego i kilka bogatych wdów. Żywe ilustracje dewizy „osiągnij sukces”. W kącie przy kominku Keshia mogła się spokojnie schronić, nim wejdzie w ten odmęt wraz z Whitem. „21” miało swój styl, ale ów styl nie bardzo współgrał z jej dzisiejszym nastrojem.
Nie miała ochoty na to spotkanie. Dziwne, lecz z biegiem czasu wszystko to przychodziło jej z coraz większym trudem. Może była już za stara na podwójne życie? Odruchowo pomyślała o Edwardzie. Czasami tu wpadał, łatwiej go jednak było znaleźć w „Lutece” lub „Mistralu”. W sprawach kulinarnych hołdował francuskim gustom.
Czyjaś rozmowa zwróciła jej uwagę.
– Jak myślisz, czy dzieci się ucieszą, jeśli zabierzemy je do Palm Beach? Nie chciałabym, żeby pomyślały, że staram się je odciągnąć od ojca.
Ani Marina, ani Halpern Medley nie zauważyli Keshii wtulonej w czerwony skórzany fotel. A zatem ich romans przybiera coraz konkretniejszą postać. Gwóźdź do jutrzejszego wydania rubryki. Oto korzyść z tego, że jest się drobnym i cichym.
