
– Naturalnie, że tak. W ten sposób jednak naruszę reguły, które sama dla siebie ustanowiłam. Przez siedem lat miałam spokój, ponieważ przestrzegałam ich z żelazną konsekwencją. Jeżeli zgodzę się na ten wywiad, za jakiś czas wepchniesz mi następny, a gdy już zacznę pracować publicznie… Nie. Po prostu nie mogę.
– Dam ci do przeczytania jego książkę. Zrób chociaż tyle, zanim podejmiesz ostateczną decyzję.
Keshia zawahała się, po czym powściągliwie skinęła głową. Na to ustępstwo mogła sobie pozwolić. Była absolutnie pewna, że nie zgodzi się na wywiad. Może Lucas Johns nie ma nic do stracenia, lecz ona może stracić wszystko: własny spokój i pilnie strzeżone sekretne życie, którego zbudowanie zajęło jej tyle lat. Życie, które sprawiało, że rano miała ochotę wstać z łóżka. Nie zamierzała go narażać. Dla nikogo: ani dla Marka, ani dla Simpsona, ani dla jakiegoś kryminalisty, który stanowił gorący temat dla czasopism. Do diabła z nim! Nikt nie jest tego wart.
– Dobrze, przeczytam tę książkę – uśmiechnęła się po raz pierwszy od pół godziny, po czym smętnie potrząsnęła głową. – Trudno ci odmówić siły argumentacji, ty podstępny lisie!
Simpson widział jednak, że jej nie przekonał. Miał nadzieję, że szalę przeważy pisane słowo Lucasa Johnsa i jej własna ciekawość. Czuł przez skórę, że dla jej kariery ten wywiad jest sprawą kluczową, a Jack Simpson rzadko się mylił. Kiedy jej to powiedział, fuknęła:
– Jack, jesteś naprawdę pierwszorzędnym krętaczem! Słuchając cię, można by pomyśleć, że od tego wywiadu zależy całe moje życie!
– Nie można wykluczyć, że tak jest, bo ty, moja droga, jesteś pierwszorzędną pisarką. W tej chwili jednak osiągnęłaś etap, na którym musisz się na coś zdecydować. To prawda, wybór nie jest łatwy i nie stanie się łatwiejszy, jeśli będziesz go odkładać na później. Moją główną troską jest dopilnowanie, byś podjęła pewne decyzje i nie pozwoliła odstawić się na boczny tor.
– Wiesz, dotąd nie odnosiłam wrażenia, że jestem na bocznym torze – Keshia cynicznie uniosła jedną brew.
