– Owszem, odwaliłaś kawał dobrej roboty. Ewoluujesz we właściwym kierunku, ale wszelki postęp odbywa się zwykle do pewnego punktu, po czym następuje krach. Dla ciebie będzie to chwila, w której nie zdołasz złapać wszystkich srok za ogon. Będziesz musiała się zdecydować, czego naprawdę chcesz.

– Nie sądzisz, że właśnie to robię?

Ku jej zdumieniu Simpson potrząsnął głową.

– Powinnaś określić, kim chcesz być: K. S. Miller, piszącą poważne artykuły, dzięki którym możesz osiągnąć prawdziwy sukces, Martinem Hallamem, plotkującym incognito o swoich znajomych, czy też szlachetnie urodzoną Keshią Saint Martin, szalejącą na balach i w „Tour d’Argent” w Paryżu. Nie możesz mieć wszystkiego. Nawet ty.

– Chyba żartujesz, Jack – Keshia poczuła się urażona. – Doskonale wiesz, że rubrykę Hallama robię dla zabawy. Nigdy nie traktowałam jej poważnie, a już na pewno nie w ciągu ostatnich pięciu lat. Wiesz też, że naprawdę ważna jest dla mnie praca K. S. Miller. Bale i szaleństwa w „Tour d’Argent”, jak to określasz, są czymś, co robię z nawyku, dla zabicia czasu i po to, żeby zdobywać materiał do rubryki towarzyskiej. Nie oddałabym duszy za ten styl życia.

– Nie jestem pewien, czy tak nie jest, a jeśli mam rację, pewnego dnia możesz odkryć, że zapłaciłaś za to właśnie swoją duszą.

– Nie tragizuj.

– To nie tragizowanie, a szczerość. I troska.

– Wobec tego przestań się o mnie „troskać”, przynajmniej na tym polu. Wiesz, że mam pewne powinności. Nie rezygnuje się z wieków tradycji dla kilku lat spędzonych przy maszynie do pisania. Poza tym wielu pisarzy używa pseudonimów.

– Tak, ale oni przynajmniej żyją pod własnym nazwiskiem. Masz rację co do jednego: tradycji nie zmienia się w ciągu kilku lat. Burzy się ją nagle, brutalnie, w krwawej rewolucji.

– Wątpię, czy to konieczne.

– Lub „cywilizowane”, czy tak? Owszem, rewolucje nigdy nie są cywilizowane, a zmiany nigdy nie bywają wygodne. Zaczynam dochodzić do wniosku, że powinnaś przeczytać książkę Johnsa przez wzgląd na siebie samą. Na swój sposób ty również tkwisz w więzieniu od niemal trzydziestu lat – głos Simpsona złagodniał. – Keshia, czy naprawdę właśnie tak chcesz żyć? Kosztem własnego szczęścia?



60 из 307