Świadomość, że jest Keshią Saint Martin. Szlachetnie urodzoną Keshią Holmes-Aubrey Saint Martin, potomkinią brytyjskiej arystokracji i amerykańskiej elity; kobietą, której ojciec obracał milionami, by zarabiać miliony: na stali, miedzi, kauczuku i ropie naftowej. Keenan Saint Martin był wszędzie tam, gdzie trafiał się interes na niewyobrażalną skalę. Stał się legendą; w tym demokratycznym państwie był kimś w rodzaju księcia krwi. Wraz z jego fortuną Keshia odziedziczyła także tę legendę. Rzecz jasna, Keenan nie zawsze miał całkiem czyste ręce, nigdy jednak nie ubrudził ich ponad pewną miarę. Był to dżentelmen, człowiek imponujący, któremu bliźni wybaczali wszystko – nawet to, że większości pieniędzy dorobił się sam.

Lianę była dla Keshii czymś na kształt wiecznego memento: ostrzeżeniem, że jeśli przekroczy niewidzialną granicę, przypłaci to życiem, podobnie jak jej matka. Edward starał się ją ukształtować na podobieństwo ojca, dla niego bowiem było to mniej bolesne. Tylko że tak często… tak często widział przed sobą żywy obraz Lianę. Lepszy, silniejszy, inteligentniejszy i nawet piękniejszy od pierwowzoru.

Keshia była ostatnim ogniwem długiego łańcucha przodków odznaczających się mityczną nieomal urodą i klasą. Zadaniem Edwarda było dopilnowanie, by łańcuch ten, nadwerężony przez Lianę, nie został przerwany. I łańcuch trwał, a Edward – podobnie jak wszyscy, którzy nie dysponują w nadmiarze odwagą, urodą i siłą – przyglądał mu się z podziwem. Jego filadelfijska rodzina – bardzo dobra rodzina – wywierała o wiele skromniejsze wrażenie niż ci charyzmatyczni ludzie, którym zaprzedał duszę. Teraz był strażnikiem ich skarbca, rycerzem świętego Graala, klejnotu, którym była Keshia. Prawdopodobnie dlatego też odczuł ulgę, kiedy ambicje Keshii związane z „Timesem” spaliły na panewce. Znowu na pewien czas odzyskał spokój. Znów mógł ją chronić, gotów na jej rozkazy. Obawiał się bowiem, że nadejdzie dzień, gdy Keshia pójdzie w ślady rodziców. Edwardowi ufano i rozkazywano mu, ale nikt go nie kochał.



8 из 307