
– Moja mamusia przywiozła ze wsi – powiedziała niepewnie. – Jajka i kiełbasę, i pierze. Wszystko świeże, prosto z… prosto z…
– Z krzaka – podpowiedziała Tereska mimo woli.
– Z krzaka – zgodziła się Okrętka. Na krótki moment zrozumienie tego czegoś, co w ogóle zaszło, wszystkim wydało się całkowicie nieosiągalne. Panu Kępińskiemu topór skojarzył się z pierzem i przed oczyma duszy błysnął mu obraz stada gęsi z uciętymi łbami. Pomyślał sobie, że podobno dziewczynki w tym wieku zawsze były dziwne, ale obecnie ta ich dziwność przekracza wszystko. Pani Marta nagle odzyskała siły.
– Co tam się dzieje w twoim pokoju! – spytała mniej surowo, a bardziej rozpaczliwie. – Wiał tajfun czy szukałaś czegoś?
– Robiłam porządki w biurku – odparła Tereska niechętnie i nagle przypomniała sobie, że szukała rękawiczek. – I w ogóle w całym pokoju. Jeszcze nie skończyłam.
– Siekierą? – spytał niedowierzająco dzielnicowy.
– Co? – zdziwiła się Tereska. – Dlaczego siekierą?
Okrętka się również zdziwiła i spojrzała na Tereskę z żywym zainteresowaniem, bo przez cały czas o siekierze w ogóle nie było mowy.
– To co ten topór robi u ciebie? – zdenerwowała się pani Marta.
– Jaki topór? A, rąbałam drzewo.
– Dziecko, wyjaśnij nam to jakoś dokładniej – poprosił żałośnie pan Kępiński, który wprawdzie postanowił się nie wtrącać, będąc zdania, że do niego należy syn, z córką zaś wspólny język powinna znaleźć matka, ale nie wytrzymał. – Rąbałaś drzewo w swoim pokoju? I co robi w łazience ta benzyna? I dlaczego zostawiłaś otwarte drzwi do ogrodu? Czy Okrętka uciekła ci z tą kaszanką, a ty ją musiałaś gonić, czy co?
Indagacja Tereskę nieco zdenerwowała. Gdyby nie obecność osób obcych, będących w dodatku przedstawicielami władz państwowych, odmówiłaby całkowicie odpowiedzi na nietaktowne, natrętne pytania i we wzgardliwym milczeniu udała się do siebie. Nachalne pchanie się z butami w intymne tajniki jej duszy było w najwyższym stopniu obrzydliwe.
