
ACH, DAWNE CZASY, mruknął Śmierć, ZANIM NASTAŁA TA MODA NA KARIERY SOLOWE.
PIP? zainteresował się Śmierć Szczurów.
O TAK, przyznał Śmierć. KIEDYŚ BYŁO NAS PIĘCIU. PIĘCIU JEŹDŹCÓW. ALE WIESZ, JAK TO BYWA. ZAWSZE WYBUCHNIE KŁÓTNIA. TWÓRCZE NIEPOROZUMIENIA, ZDEMOLOWANE POKOJE, TAKIE RZECZY. Westchnął. I SŁOWA, KTÓRE MOŻE NIE POWINNY ZOSTAĆ WYPOWIEDZIANE.
Przewrócił jeszcze kilka kartek i westchnął znowu. Jeśli ktoś potrzebuje sprzymierzeńca, a jest Śmiercią, to na kim może w pełni polegać?
Zamyślony spojrzał na kubek z pluszowym misiem.
Oczywiście, zawsze jest rodzina. Tak. Obiecał, że więcej tego nie zrobi, ale jakoś nigdy nie mógł zrozumieć, o co chodzi z tymi obietnicami.
Wstał i wrócił do lustra. Nie zostało już zbyt wiele czasu. Obiekty w lustrze były bliżej, niż się wydawało.
Zabrzmiał dźwięk, jakby coś się ślizgało, potem moment przeraźliwej ciszy i trzask, jakby na podłogę upadł worek kręgli.
Śmierć Szczurów drgnął. Kruk wystartował natychmiast.
POMÓŻCIE MI WSTAĆ, PROSZĘ, odezwał się głos z mroku. A POTEM WYCZYŚĆCIE TO NIESZCZĘSNE MASŁO.
Tik
To biurko było niczym pole pełne galaktyk.
Obiekty się skrzyły. Były tu skomplikowane koła i spirale jaśniejące na tle czerni…
Jeremy zawsze lubił ten moment, kiedy zegar leżał przed nim w częściach — każde kółko zębate i sprężyna starannie ułożone na czarnym aksamicie. To było tak, jakby patrzył na Czas rozłożony, pod kontrolą, każdy jego element zrozumiały…
Chciałby, żeby jego życie też tak wyglądało. Przyjemnie byłoby zredukować je do niewielkich fragmentów, rozłożyć na blacie, oczyścić i nasmarować, a potem złożyć, żeby zazębiały się i wirowały w doskonałym zgodnym rytmie. Ale czasami się zdawało, że życie Jeremy’ego zostało zmontowane przez niezbyt sprawnego rzemieślnika, który pozwolił, by pewna liczba niewielkich, lecz ważnych elementów zrobiła „ping!” w ciemne kątki pomieszczenia.
