
Potem wyjęła coś z tobołka, w tej chwili znacznie lżejszego, i ze szklaneczką w dłoni usiadła, by się temu przyjrzeć.
— No tak… — odezwała się w końcu. — To było… bardzo niezwykłe…
Tik
Śmierć patrzył, jak obraz się rozpływa. Kilka płatków śniegu, które wyfrunęły z lustra, stopniało już na podłodze, ale w powietrzu wciąż się unosił aromat fajkowego dymu.
ACH, ROZUMIEM. PORÓD W NIEZWYKŁYCH OKOLICZNOŚCIACH, ALE CZY NA TYM WŁAŚNIE POLEGA PROBLEM, CZY TEŻ TAKIE BĘDZIE ROZWIĄZANIE?
PIP, odparł Śmierć Szczurów.
ISTOTNIE, zgodził się Śmierć. CAŁKIEM MOŻLIWE, ŻE MASZ RACJE. WIEM, ŻE AKUSZERKA NIGDY MI NIE POWIE.
Śmierć Szczurów wyglądał na zdziwionego.
PIP?
Śmierć się uśmiechnął.
ŚMIERCI? PYTAJĄCEMU O ŻYCIE DZIECKA? NIE, NIE POWIE.
— Przepraszam — wtrącił kruk. — Ale jak to możliwe, że panna Ogg stała się panią Ogg? Brzmi to trochę jak te wiejskie obyczaje, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi.
CZAROWNICE SĄ MATRONIMICZNE, wyjaśnił Śmierć. O WIELE ŁATWIEJ IM ZMIENIAĆ MĘŻÓW NIŻ NAZWISKO.
Wrócił do biurka i wysunął szufladę. Leżała w niej gruba księga oprawna w noc. Na okładce, gdzie tego typu księga mogłaby w innych okolicznościach nosić napis „Nasz ślub” albo „Album fotograficzny ACME”, litery głosiły: „Wspomnienia”.
Śmierć ostrożnie przewracał grube karty. Niektóre wspomnienia wyrwały się przy okazji, tworząc w powietrzu ulotne wizje, zanim kartka opadła, a one odlatywały i rozpływały się w odległych, ciemnych zakamarkach pokoju. Były tam również skrawki dźwięków, śmiechu, płaczu, krzyków i z jakiegoś powodu krótki wybuch melodii granej na cymbałkach, która sprawiła, że znieruchomiał na chwilę.
Nieśmiertelny ma wiele do zapamiętania. Czasami lepiej umieścić to w miejscu, gdzie będzie bezpieczne.
W powietrzu nad biurkiem zawisło jedno pradawne wspomnienie, pożółkłe i spękane na brzegach. Ukazywało pięć postaci, cztery na koniach, jedną w rydwanie, wszystkie najwyraźniej wyjeżdżające z burzy. Konie były rozciągnięte w galopie. Wokół wiele dymu, płomieni i ogólnego rozgardiaszu.
