
— Zegar chrząszczowy? — powiedziała, odwracając się od szklanej kopuły.
— No… tak. Hershebiański chrząszcz prawniczy ma bardzo stabilny dzienny rozkład zajęć — wyjaśnił Jeremy. — Ja, no… trzymam go tylko jako ciekawostkę.
— Jakież to… organiczne — stwierdziła kobieta. Patrzyła na niego, jakby był kolejnym gatunkiem chrząszcza. — Jesteśmy Myria LeJean. Lady Myria LeJean.
Jeremy uprzejmie wyciągnął rękę. Cierpliwi osobnicy w Gildii Zegarmistrzów zmarnowali dużo czasu, ucząc go, jak traktować ludzi, zanim w desperacji zrezygnowali z tych prób. Jednak pewne odruchy utkwiły mu w pamięci.
Jej wysokość patrzyła na tę wyciągniętą rękę. W końcu podszedł ciężko jeden z trolli.
— Lady nie podaje ręki — oświadczył donośnym szeptem. — Nie jest osobą dotykową.
— Och? — odpowiedział Jeremy.
— Ale może dość już o tym — rzekła lady LeJean, cofając się o krok. — Buduje pan zegary, a my…
Zadzwoniło w kieszeni koszuli Jeremy’ego, który wyjął stamtąd spory zegarek.
— Jeśli właśnie wybił godzinę, to się spieszy — stwierdziła kobieta.
— Eee… nie. Ale może uzna pani za dobry pomysł, żeby zasłonić rękami uszy…
Była trzecia. I wszystkie zegary uderzyły jednocześnie. Kukułki kukały, godzinowe szpilki wypadały z zegara świecowego, wodne zegary bulgotały i kołysały się, opróżniając wiadra, dzwoniły dzwony, biły gongi, grały kuranty, a hershebiański żuk prawniczy wykonał salto.
Trolle przycisnęły do uszu wielkie dłonie, ale lady LeJean stała nieruchomo z rękami wspartymi na biodrach i przechyloną w bok głową, aż ucichły ostatnie echa.
— Wszystkie dokładne, jak widzimy — rzekła.
— Słucham?
Jeremy myślał właśnie: Więc może wampir?
— Wszystkie pańskie zegary wskazują właściwy czas — odparła lady LeJean. — Jest pan bardzo stanowczy w tej kwestii, panie Jeremy?
— Zegar, który nie wskazuje właściwego czasu, jest… zły.
