
— Nie. Już teraz go używam. To prawda, że nie wpływa na niego temperatura, ale zawsze istnieją… bariery. Mniejsze i mniejsze zakłócenia stają się większymi i większymi problemami. To paradoks Xenona.
— Ach tak. To ten filozof z Efebu, który twierdził, że nie można trafić strzałą biegnącego człowieka.
— W teorii, ponieważ…
— Ale Xenon przedstawił cztery paradoksy, o ile wiem — rzekła lady LeJean. — Dotyczyły idei, że istnieje coś takiego jak najmniejsza możliwa jednostka czasu. Ale ona musi istnieć, nieprawdaż? Rozważmy teraźniejszość. Musi mieć pewną długość, ponieważ jeden jej koniec łączy się z przeszłością, a drugi z przyszłością. Gdyby nie miała długości, to nie mogłaby istnieć. Nie miałaby czasu, żeby w nim zaistnieć.
Jeremy się zakochał — całkiem nagle. Nie czuł takich emocji od dnia, kiedy zdjął tylną pokrywę z zegara w pokoju dziecinnym. Miał wtedy czternaście miesięcy.
— W takim razie mówi pani o… o słynnym tykaniu wszechświata — powiedział. — Ale żaden mechanik nie zdoła wykonać tak małych trybików…
— To zależy, co nazwiemy trybikiem. Czytał pan to?
Skinęła na jednego z trolli, który przyczłapał i rzucił na ladę podłużny pakunek.
Jeremy odwinął paczkę. Wewnątrz była niewielka książka.
— „Takie srogie bajeczki”?
— Proszę przeczytać opowieść o szklanym zegarze z Bad Schüschein.
— Bajki dla dzieci? — zdziwił się Jeremy. — Czego mogę się z nich nauczyć?
— Kto wie? Odwiedzimy pana znowu jutro — powiedziała lady LeJean. — Aby poznać pańskie plany. A oto niewielki dowód naszego zaufania.
Troll położył na ladzie duży skórzany mieszek, który brzęknął głębokim, mocnym brzękiem złota. Jeremy nie poświęcił mu szczególnej uwagi. Miał całkiem sporo złota. Nawet doświadczeni zegarmistrze przychodzili kupować jego zegary. Złoto było użyteczne, ponieważ dawało mu czas, by pracować nad kolejnymi zegarami. A one przynosiły więcej złota. Praktycznie biorąc, złoto było czymś, co zajmowało miejsce pomiędzy zegarami.
