
— Kto mi powie, która godzina jest tutaj, w Genoi?
— Ooo, panno Susan, ooo…
Gordon ostrożnie przyznał, że może być trzecia, ku słyszalnemu rozczarowaniu ponownie wyprostowanego Vincenta.
— Zgadza się — pochwaliła panna Susan. — A czy ktoś umie wyjaśnić, dlaczego w Genoi jest trzecia, podczas gdy w Ankh-Morpork dopiero dwunasta?
Tym razem nie było wyjścia. Gdyby ręka Vincenta wystrzeliła do góry choć trochę szybciej, przypaliłaby się od oporu powietrza.
— Tak, Vincencie?
— Ooo panno Susan prędkość światła ono leci sześćset mil na godzinę a słońce wyłania się znad Krawędzi niedaleko Genoi więc dwunasta w południe potrzebuje trzech godzin żeby do nas dotrzeć panno Susan!
Panna Susan westchnęła.
— Bardzo dobrze, Vincencie — powiedziała, wstając.
Dzieci śledziły każdy jej gest, kiedy podchodziła do Komórki z Materiałami Piśmiennymi. Okazało się, że komórka dotarła tu wraz z nimi. Co więcej, gdyby ktokolwiek zwracał uwagę na takie rzeczy, mógłby dostrzec w powietrzu delikatne linie wyznaczające kształty ścian, okien i drzwi. Gdyby w dodatku był inteligentnym obserwatorem, powiedziałby: A zatem ta klasa w pewnym sensie nadal jest w Ankh-Morpork, ale również w Genoi, prawda? Czy to jakaś sztuczka? Czy to prawda? Czy może wyobraźnia? A może, dla tej szczególnej nauczycielki, to całkiem niewielka różnica?
Wnętrze komórki także było obecne. W tej mrocznej, pachnącej papierem głębi panna Susan trzymała… gwiazdki.
Leżały tam złote gwiazdki i srebrne gwiazdki. Jedna złota warta była trzy srebrne.
Dyrektorka ich również nie aprobowała. Twierdziła, że zachęcają do Rywalizacji. Panna Susan odparła, że o to właśnie chodzi, a dyrektorka popędziła gdzieś, zanim trafiło ją Spojrzenie.
Srebrne gwiazdki nie były wręczane często, a złote zdarzały się rzadziej niż raz na dwa tygodnie i walczono o nie odpowiednio.
