
Wróciła do biurka i położyła kuszącą gwiazdkę przed sobą.
— I jeszcze jedno, ekstraspecjalne pytanie — oznajmiła z lekkim tonem złośliwości w głosie. — Czy to znaczy, że tam jest „wtedy”, kiedy tutaj jest „teraz”?
Ręka zwolniła w połowie drogi.
— Ooo… — zaczął Vincent i znieruchomiał. — Ale to przecież nie ma sensu, panno Susan…
— Pytania nie muszą mieć sensu, Vincencie — odparła panna Susan. — Ale odpowiedzi tak.
Od strony Penelopy rozległo się jakby westchnienie. Ku zaskoczeniu panny Susan, wyraz jej twarzy — która pewnego dnia z pewnością zmusi ojca do wynajęcia ochroniarzy — porzucał normalne szczęśliwe rozmarzenie i formował się do odpowiedzi. Alabastrowa ręka sunęła w górę.
Klasa patrzyła wyczekująco.
— Tak, Penelopo?
— Jest…
— Tak?
— Jest zawsze teraz, wszędzie, panno Susan…
— Właśnie tak. Brawo! Dobrze, Vincencie, masz tu srebrną gwiazdkę. A dla ciebie, Penelopo…
Panna Susan wróciła do komórki. Skłonienie Penelopy do wynurzenia się ze swej chmury na czas dostatecznie długi, by udzielić odpowiedzi na pytanie, samo w sobie godne było gwiazdki. Ale tak głębokie filozoficzne stwierdzenie zasługiwało na złotą.
— Otwórzcie teraz zeszyty i zapiszcie to, co przed chwilą powiedziała nam Penelopa — poleciła panna Susan z satysfakcją, wracając na miejsce.
I wtedy zobaczyła, że kałamarz na jej biurku zaczyna się unosić, całkiem jak ręka Penelopy. Było to ceramiczne naczynie, które gładko wsuwało się w okrągły otwór w blacie. Teraz wysunęło się i zobaczyła, że spoczywa na uśmiechniętej czaszce Śmierci Szczurów.
