
— Proszę o wybaczenie. Nie będę dłużej zabierał pani czasu.
Przybysz wycofał się w nakrapiany śnieżnymi płatkami mrok.
— Halo! — zawołała panna Ogg. — Halo!
Ale pozostały już tylko ślady stóp na śniegu. Znikały na środku zaśnieżonej ścieżki…
Tik
Ktoś dobijał się do drzwi. Pani Ogg położyła dziecko, które siedziało jej na kolanach, wstała i odsunęła skobel. Ciemna sylwetka rysowała się wyraźnie na tle letniego nocnego nieba. Jej ramiona wydawały się jakieś dziwne.
— Pani Ogg? Jest pani już mężatką?
— Tak. Drugi raz — odparła uprzejmie pani Ogg. — Jak mogę po…
— Musi pani natychmiast iść ze mną. To bardzo pilne.
— Nie wiedziałam, że ktoś ma…
— Przebyłem długą drogę — oznajmił przybysz.
Pani Ogg się zastanowiła. Było coś dziwnego w tym, jak wymawiał słowo „długą”. I teraz zauważyła, że biel na jego płaszczu to topniejący szybko śnieg. Poruszyło się mgliste wspomnienie.
— No więc tak — rzekła, ponieważ wiele się nauczyła przez ostatnie dwadzieścia lat. — To możliwe, i zawsze staram się jak najlepiej, możesz spytać kogokolwiek. Ale nie powiedziałabym, że jestem najlepsza. Zawsze uczę się czegoś nowego. Taka już jestem.
— Och… w takim razie zjawię się w bardziej dogodnym… momencie.
— Dlaczego masz śnieg na…?
Ale, nie znikając właściwie, przybysz nie był już obecny.
Tik
Ktoś dobijał się do drzwi. Niania Ogg ostrożnie odstawiła swoją wieczorną szklaneczkę brandy i przez chwilę wpatrywała się w ścianę. Długie życie poświęcone granicznemu czarownictwu
W kociołku nad paleniskiem właśnie zaczynała wrzeć woda przeznaczona do butelki, która ogrzewała jej łóżko.
Niania Ogg odłożyła fajkę, wstała i otworzyła drzwi na wiosenną noc.
— Tak sobie myślę, że przebyłeś długą drogę — powiedziała, nie okazując zdziwienia.
