— To prawda, pani Ogg.

— Wszyscy, którzy mnie znają, mówią mi: Nianiu.

Śnieg na płaszczu przybysza topniał i ściekał na ziemię. W tej okolicy śnieg nie padał już od miesiąca.

— To pilna sprawa, jak sądzę? — spytała, gdy w pamięci rozwijały się wspomnienia.

— Rzeczywiście.

— I teraz masz powiedzieć: musi pani natychmiast iść ze mną.

— Bo musi pani natychmiast iść.

— No więc… owszem, tak, jestem całkiem niezłą akuszerką, choć sama to mówię. Setki przyjęłam na ten świat. Nawet trolle, a to nie jest zajęcie dla osób bez doświadczenia. Znam porody w przód i w tył, a bywało, że prawie na bok. Ale zawsze jestem gotowa, żeby nauczyć się czegoś nowego. — Skromnie spuściła wzrok. — Nie powiem, że jestem najlepsza — dodała. — Choć muszę przyznać, że nikt lepszy nie przychodzi mi na myśl.

— Musi pani ruszać natychmiast.

— Ach, muszę? Tak? — rzuciła niania Ogg.

— Tak!

Graniczna czarownica myśli szybko, ponieważ granice mogą szybko się przesuwać. I uczy się dostrzegać, kiedy tworzy się mitologia, a najlepsze, co można zrobić, to ustawić się na drodze i pędzić, by dotrzymać jej kroku.

— Wezmę tylko…

— Nie ma czasu.

— Przecież nie mogę tak po prostu wyjść…

— Już!

Niania sięgnęła za drzwi po swój porodowy tobołek, trzymany tam właśnie na takie okazje. Był pełen rzeczy, o których wiedziała, że się przydadzą, a zawierał też kilka takich, co do których modliła się, by nigdy nie były potrzebne.

— Gotowe — powiedziała.

I wyszła.


Tik


Kiedy znowu wkroczyła do swojej kuchni, woda właśnie się zagotowała. Niania zdjęła kociołek znad paleniska.

W szklaneczce obok fotela pozostała jeszcze kropelka brandy. Niania wysuszyła ją, po czym dopełniła z butelki po brzegi.

Sięgnęła po fajkę. Jeszcze ciepłą. Pociągnęła i tytoń się rozjarzył.



9 из 315