Pierwsza: wysiadłszy z autobusu, który przyjeżdża z Fiakki o siódmej dwadzieścia pięć, pani Antonietta ukaże się po pięciu minutach na końcu ulicy, demonstrując gapiom tę samą co zwykle, odpychającą pewność siebie, i nawet przez myśl jej nie przejdzie, że za chwilę zostanie rażona gromem. Tu pierwsza odsłona będzie nieodzowna, żeby gapie (szybko przemieściwszy się z okien i balkonów na klatkę schodową) mogli się uraczyć drugą: powiadomiona przez pełniącego wartę policjanta o powodach, dla których nie może wejść do swojego mieszkania, świadoma już swego wdowieństwa pani Antonietta zacznie lamentować, wyrywać sobie włosy z głowy, wydawać okrzyki i bić się w piersi, pomimo ochoczego wsparcia ze strony współczujących sąsiadów.

Widowisko jednak się nie odbyło.

Strażnik i jego żona stwierdzili zgodnie, że biedna pani Palmisano nie powinna dowiedzieć się o śmierci męża od obcych. Ubrawszy się stosownie, on w ciemnoszary garnitur, ona w czarną garsonkę, udali się w okolicę przystanku autobusowego. Kiedy pani Antonietta wysiadła, ruszyli w jej kierunku, dostosowując odcienie twarzy do barw swoich ubrań: on wyglądał szaro, ona czarno.

– Co się stało? – spytała zaalarmowana pani Antonietta.

Wszystkie sycylijskie kobiety po pięćdziesiątce od szlachcianek po chłopki – czekają już tylko mi najgorsze. Czyli na co? Obojętne – rodzaj tragedii nie odgrywa tu większej roli. Antonietta nie stanowiła wyjątku.

– Czy coś się stało mojemu mężowi?

Widząc, że sama rozumie, państwu Cosentino nie pozostawało nic innego, jak przytakiwać. Rozłożyli bezradnie ręce.

I wtedy pani Antonietta powiedziała coś, czego na logikę nie powinna była powiedzieć.

– Zabili go?

Małżonkowie ponownie rozłożyli ręce. Wdowa zakołysała się, lecz wytrzymała.

Sąsiedzi byli więc tylko świadkami rozczarowującej sceny: idąc między panem a panią Cosentino, pani Lapecora rozmawiała z nimi spokojnie. Tłumaczyła, nie szczędząc szczegółów, jaką operację przeszła jej siostra w Fiakce.



23 из 181