
– Rozumiem, komisarzu. Myślę, że ma pan rację. Zaraz zadzwonię do kolegi z Trapani, aby go zawiadomić, że czujemy się zwolnieni z obowiązku prowadzenia sprawy. Mam wrażenie, że kwestor z Mazary to bystry człowiek. Niech zgarną wszystko. Czy pan osobiście zajmował się sprawą?
– Nie, mój zastępca Augello.
– Proszę go zawiadomić, że wyniki autopsji i badań balistycznych prześlemy do Mazary. Augellowi przekażemy kopie do wiadomości.
Otworzył kopniakiem drzwi do pokoju Mimi Augella, wyciągnął prawą rękę, zacisnął pięść, położył sobie lewą dłoń na prawym przedramieniu.
– Kiszka, Mimi.
– Czyli?
– Czyli dochodzenie w sprawie zabitego na kutrze przechodzi do Mazary. Ty zostajesz z pustymi rękami, a ja zatrzymuję sobie mojego trupa z windy. Jeden zero.
Poczuł, w jest w lepszym humorze. I rzeczywiście, wiatr zelżał i niebo się rozjaśniło.
Około trzeciej po południu Gallo, funkcjonariusz pilnujący mieszkania świętej pamięci Lapecory w oczekiwaniu na przybycie wdowy, zobaczył, jak otwierają się drzwi państwa Culicchia. Księgowy podszedł do policjanta i powiedział szeptem:
– Moja żona zasnęła.
Gallo nie wiedział, co odpowiedzieć.
– Nazywam się Culicchia, pan komisarz mnie zna. Czy pan już jadł?
Policjant, któremu kiszki marsza grały, a żołądek skręcał się z głodu, zaprzeczył ruchem głowy.
Księgowy wszedł do mieszkania i po chwili wrócił z talerzem, na którym leżała bułka, spory plaster sera, pięć kawałków kiełbasy, i ze szklanką wina.
– To białe corvo. Komisarz mi je kupił.
Znów wyjrzał po upływie pół godziny.
– Przyniosłem gazetę, szybciej panu czas minie.
O wpół do ósmej wieczorem, jak na umówiony sygnał, na wszystkich balkonach i we wszystkich oknach od frontu pojawili się ludzie. Chcieli zobaczyć powrót pani Antonietty Palmisano, która jeszcze nie wiedziała, że jest wdową po panu Lapecorze. Widowisko miało mieć dwie odsłony.
