
– …o mnie. Po prostu zapomniałeś o mnie. Przecież obiecałam, że zadzwonię o wpół do ósmej, żeby postanowić, czy…
– Livio, ostrzegam cię. Zbiera się na deszcz i wieje wiatr.
– I co z tego?
– Przecież wiesz. W taką pogodę jestem w złym nastroju. Nie chciałbym, żebyśmy od słowa do słowa…
– Rozumiem. Nie będę już dzwoniła. Ty zadzwoń, jeśli będziesz chciał.
– Montalbano? Jak się pan czuje? Komisarz Augello o wszystkim mi opowiedział. Czy według pana ta sprawa będzie miała reperkusje międzynarodowe?
Poczuł się przyparty do muru; nie rozumiał, o czym mówi kwestor. Wybrał metodę niewiele mówiącego potakiwania.
– Owszem, owszem.
Reperkusje międzynarodowe?!
– W każdym razie wydałem polecenie, żeby komisarz Augello porozumiał się z prefektem. Rzecz… jak by to powiedzieć… wykracza poza moje kompetencje.
– No właśnie.
– Montalbano, czy pan się dobrze czuje?
– Doskonale. Dlaczego pan pyta?
– Nic, tylko wydawało mi się…
– Trochę boli mnie głowa, to wszystko.
– Jaki dziś dzień?
– Czwartek, panie kwestorze.
– Czy przyjdzie pan do nas w sobotę na kolację? Moja żona przygotuje spaghetti w sosie z mątwy. Palce lizać.
Makaron w czarnym sosie z mątwy. Sam był w takim nastroju, że jego barwą przyprawiłby kwintal spaghetti. Reperkusje międzynarodowe?
Wszedł Fazio i od razu stał się kozłem ofiarnym.
– Czy ktoś zlituje się nade mną i powie mi, do kurwy nędzy, co się tu dzieje?
– Komisarzu, proszę się na mnie nie wściekać tylko z tego powodu, że wieje wiatr. Rano, zanim zawiadomiłem komisarza Augello, kazałem zadzwonić do pana.
– Komu kazałeś? Catarelli?! Jeśli każesz mnie zawiadomić za pośrednictwem Catarelli o czymś ważnym, to znaczy, że jesteś popaprańcem. Dobrze wiesz, że ni chuja nie da się go zrozumieć. Co się stało?
– Kuter z Mazary, który, sądząc po tym, co mówi szyper, łowił na wodach międzynarodowych, został zaatakowany przez tunezyjską łódź patrolową serią z karabinu maszynowego. Kuter podał swoją pozycję jednej z naszych łodzi patrolowych, o nazwie „Błyskawica”, i zdołał uciec.
