
– Gdzie jedli? Nie widzę tu kuchni.
Kobieta i policjant rozprawiali z ożywieniem, następnie Buscaino powiedział, że chłopiec zawsze jadał u staruszki, podobnie jak Karima, kiedy była w domu, co wieczorami czasem się zdarzało.
– Przyjmowała w domu mężczyzn?
Kiedy tylko zrozumiała pytanie, kobieta wyraźnie się obruszyła. Niewiele brakowało, a Karima byłaby dżinn, świętą niewiastą, gdzieś w połowie drogi między rodzajem ludzkim a aniołami, nigdy nie robiłaby haram, zarabiała na życie, męcząc się jak służąca, sprzątając brudy po mężczyznach. Była dobra i hojna, dawała jej za zakupy, za opiekę nad dzieckiem i za porządek w domu o wiele więcej, niż stara wydawała, i nigdy nie chciała reszty. Wujek, czyli Montalbano, był na pewno człowiekiem prawych uczuć i uczciwych działań, więc jak mógł pomyśleć coś podobnego o Karimie?
– Powiedz jej – odezwał się komisarz, przeglądając zdjęcia z szufladki – że Allah jest wielki i miłosierny, lecz jeśli ona opowiada bzdury, to na pewno Allaha zdenerwuje, ponieważ nie można oszukiwać wymiaru sprawiedliwości, a wówczas będzie miała u niego przesrane.
Buscaino skwapliwie przetłumaczył i kobieta zamilkła, jak gdyby zatrzymał się jej mechanizm na sprężynkę. Następnie wewnętrzny kluczyk musiał ją nakręcić, ponieważ znów zaczęła mówić bez ustanku. Wujek, który jest mądrym człowiekiem, miał rację i rozumował słusznie. Wiele razy w ciągu ostatnich dwóch lat odwiedzał ją pewien młodzieniec, przyjeżdżał dużym samochodem.
– Spytaj, jakiego koloru.
Rozmowa między kobietą a Buscaino była długa i pracowita.
– Z tego, co zrozumiałem, był to szary metalik.
– Co robili ten młodzieniec i Karima?
To, co robią mężczyzna i kobieta, wujku. Słyszała, jak nad jej głową skrzypi łóżko.
Zostawał na noc?
Tylko raz, i następnego dnia odwiózł Karimę samochodem do pracy.
Ale to był zły człowiek. Pewnej nocy wybuchł wielki zgiełk.
