Buscaino – policjant, który znał arabski, ponieważ urodził się i mieszkał w Tunezji do piętnastego roku życia – przyjechał po niespełna trzech kwadransach. Słysząc, że przybysz mówi w jej języku, kobieta zdecydowała się gorliwie współpracować.

– Mówi, że chciałaby opowiedzieć o wszystkim wujkowi – przetłumaczył Buscaino.

Po synku przyszła kolej na wujka?

– A co to za kutas? – spytał zdziwiony Montalbano.

– Wujek… hmm… to niby pan, komisarzu – wytłumaczył policjant. – To forma grzecznościowa, wyraz szacunku. Mówi, że wczoraj rano około dziewiątej Karima wróciła tutaj, zabrała synka i uciekła pędem. Wydawała się bardzo wzburzona, przerażona.

– Czy ma klucz do jej pokoju?

– Tak – powiedział policjant, spytawszy kobietę.

– Niech da i wejdźmy do środka.

Podczas gdy szli po schodach, kobieta mówiła bez przerwy, a Buscaino szybko tłumaczył. Syn Karimy miał pięć lat, matka zostawiała go codziennie w domu, kiedy szła do pracy. Chłopiec nazywał się Francois i był synem jakiegoś Francuza, który znalazł się przejazdem w Tunezji.

Pokój Karimy był idealnie czysty. Stało w nim dwuosobowe łóżko, łóżeczko dziecięce z zasłonką, stolik z telefonem i telewizorem, większy stół z czterema krzesłami, toaletka z czterema szufladkami, szafa. Dwie szufladki wypełniały zdjęcia. W rogu, za plastikowymi harmonijkowymi drzwiami, była łazienka, w której mieściły się sedes, bidet i umywalka. Zapach, który komisarz poczuł w biurze Lapecory, „Volupte”, w tym miejscu stawał się bardzo intensywny. Oprócz balkoniku było tam również okno wychodzące na zaplecze, na dobrze utrzymany ogródek.

Montalbano podniósł zdjęcie, na którym ładna trzydziestolatka o ciemnej karnacji i dużych oczach trzymała za rękę chłopca.

– Spytaj, czy to Karima i Francois.

– Tak – powiedział Buscaino.



46 из 181