– Różnie bywa… – odparł jakoś zagadkowo i nagle jakby się przecknął. – No, ogólna bitwa z tego chyba nie wyniknie, ale kto wie…? W każdym razie do podpalania domów i łodzi nie powinno się dopuścić.

Z tym się zgodziłam, chociaż zdziwiło mnie, że nagle zrobił się taki uspołeczniony.

– Prowodyrów już wytypowałeś?

– Tak jakby…

– Z tego jednego gadania dzisiaj? Ejże…?

– Czy ja mówię, że z tego jednego? W sklepie zawsze dużo się słyszy…

Tknęło mnie. Ostatecznie ja też miałam nogi i portmonetkę w kieszeni, a do sklepów wpuszczano mnie bez przeszkód. Trafiłam na jego poufną konferencję z ekspedientką wielkiej urody i, jak każda normalna kobieta, zrobiłam coś w rodzaju awantury. Na to usłyszałam, że głównym wrogiem owych złośliwców z Piasków, zacietrzewionym i pozbawionym opamiętania, jest właśnie szwagier sklepowej piękności, dzięki czemu od niej można uzyskać najwięcej informacji, a może nawet wywrzeć wpływ na złagodzenie nastrojów. Musiałam doszczętnie zgłupieć, bo prawie w to uwierzyłam.

– Gdyby była stara, gruba i zezowata, informacje od niej miałbyś nie powiem gdzie – rzekłam jednak. – Chociaż ona niewątpliwie udzieliłaby ci ich jeszcze chętniej. Na czym w końcu to wszystko stoi?

– Na planowaniu silnego uszkodzenia cielesnego. Ale może na gadaniu się skończy, bo chyba ją trochę przestraszyłem.

– Co ty powiesz? Byłby to chyba pierwszy taki wypadek w twoim życiu, że przestraszyłeś młodą i piękną damę…

Na wszelki wypadek wolałam sama zrobić następne zakupy. Znalazłam się w sklepie wczesnym wieczorem, tuż przed zamknięciem, i tym razem to ja usłyszałam naradę. Wiatr cichł, morze zaczynało się uspokajać, prognozy rybackie na noc i poranek brzmiały pomyślnie i trzech rybaków umawiało się, który dokąd popłynie. Dwóch musiało stawiać siatki, trzeci od rana miał udać się na bursztyn, dorsza chwilowo lekceważąc. Mieli ze sobą spółkę, półgłosem ustalili, że ten trzeci pojedzie szosą do portu w Piaskach, piaskarze sami sobie przeszkód nie rzucą, tam wyskoczy nad morze i plażą będzie wracał…



19 из 300