
– Tak. – Paul pociągnął się za ucho, odprowadzając wzrokiem zgrabną kelnerkę w obcisłych skórzanych spodniach. – Musi być cholernie interesujące obserwowanie tego wszystkiego z bliska.
– Żebyś wiedział! A dziewczyny! Takich laleczek w życiu nie widziałeś! – Harding rozejrzał się i, zniżając głos, żeby go nikt nie usłyszał, zaczął szeptać: – A jakie namiętne! Wiesz, te Słowianki naprawdę coś w sobie mają. Taką duszę, czy co? Ty ją pieprzysz, a ona cały czas gada, jęczy, prawie śpiewa. Niesamowite, tu u nas nic takiego nie znajdziesz.
– O Boże, Willie! Chcesz powiedzieć… Czy to nie jest niebezpieczne? Myślałem, że jak się człowiek pieprzy z ruską kobitą, to prędzej czy później wpakuje się w jakąś kabałę. Przecież Sowieci próbują złapać na haczyk takich jak ty, właśnie przy pomocy pięknych agentek.
– Wszystko się zmieniło, Paul. Widzisz, oni teraz dążą do rozszerzenia wzajemnych kontaktów. – Harding chrząknął znacząco. – Jakieś dwa razy w tygodniu pozwalam sobie na taki słodki kontakt. Dziewczyna pracuje w „Nowostiach” – to taka gazeta. Opowiada mi, co się tak naprawdę dzieje.
– Ho-ho-ho! Willie, to ty jesteś czymś w rodzaju szpiega?
– Coś ty, Paul. Nawet tak nie żartuj. Oczekuje się od nas obcowania z naszymi radzieckimi kolegami, i to wszystko. Teraz nie odróżniłbyś Moskwy od innych miast świata. Wszystko jest jawne, otwarte. Absolutnie wszystko. A może byś się tam wybrał, co? Załatwię ci to. Spodobasz im się, z twoim pochodzeniem; przecież nawet mówisz po rosyjsku. Zresztą, co tu gadać, w ogóle jesteś prawie Rosjaninem. Chyba już czas, żebyś poznał swoich słowiańskich braci i siostry.
Paul zamówił jeszcze dwa piwa.
– Nie, Willie, nie mogę sobie pozwolić na taki wyjazd. Mam w firmie mnóstwo roboty, odpowiadam za wiele spraw, a nie znajdę uzasadnienia dla podróży służbowej. Mógłbym pojechać do Rosji na urlop, ale podobno nie ma tam co jeść, a balet mnie nie interesuje.
– Posłuchaj.
