
– Miło cię widzieć, Willie. Bardzo mi się tu u was podoba.
W samochodzie Ross, ku swemu zadowoleniu, znalazł się koło Iriny, Natasza zaś usiadła na przednim siedzeniu obok Willie’ego.
– You speak Russian a little? – spytała Irina i Paul, spojrzawszy w jej bezdenne oczy, wyszeptał: – Yes – po czym już po rosyjsku dodał: – Ucząc się rosyjskiego, myślałem, że przyda mi się jedynie do czytania starych książek. Nigdy nie przypuszczałem, że będę miał okazję rozmawiać w tym języku z piękną kobietą w Moskwie.
I w momencie, gdy wymawiał te słowa, pomyślał: dziwne – po angielsku nigdy by się nie zdobył na takie wyznanie w pierwszym dniu znajomości z kobietą. Tak, po rosyjsku, a w dodatku w towarzystwie Iriny, wszystko wydawało się łatwe i przyjemne.
Irina uśmiechnęła się radośnie, przysunęła się bliżej Paula i powiedziała:
– Ta nauka nie poszła na marne. Willie, nic nie mówiłeś, że twój przyjaciel jest taki czarujący. Spodziewałam się grubego kapitalisty z cygarem w zębach.
Samochód Willie’ego jechał moskiewskimi ulicami, a Ross znowu pomyślał, jak dobrze mu w kraju przodków, gdzie kobiety jeszcze nie zamieniły się w mężczyzn, gdzie interesy można łączyć z przyjemnością i gdzie ma się uczucie nieustannego przeżywania przygody.
Niestety, była to jedyna scena, którą potem mógł sobie wyraźnie przypomnieć. Całą resztę stanowiły kawałeczki, fragmenty, wrażenia, które nie chciały ułożyć się w sensowną całość. Najlepiej pamiętał imprezy, na których były dziewczynki i jeszcze raz dziewczynki, i gdzie on, Paul, śpiewał sprośne piosenki w języku, który, jak sądził, był tylko językiem wzniosłej poezji. Jego pobyt w Moskwie stanowił jeden ciąg nieustających popijaw – to w jednym mieszkaniu, to w drugim. Nigdy nie przypuszczał, że potrafi wypić taką ilość płynów – nie mówiąc już o napojach alkoholowych. Prócz tego przypominał sobie mętnie jakichś intelektualistów, z którymi zapoznawał go Willie, ale wśród tych intelektualistów nie wiadomo skąd pojawiały się Cyganki, z którymi tańczył i które wydawały się dziwnie podobne do Żydówek.
