
– Wyglądasz cudownie! – pochwalił ojciec przed wejściem do kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Pasadenie. Matka, siostry, ich mężowie i dzieci przyjechali wcześniej. Diana urodziła się jako średnia córka, a więc usilnie starała się osiągnąć więcej niż siostry. Kochała je nad życie, ale wciąż uważała, że musi je w czymś przewyższyć, choć wcale nie ustawiły poprzeczki zbyt wysoko.
Najstarsza siostra, Gayle, wybrała się na studia medyczne, ale już na kursie przygotowawczym poznała swego przyszłego męża. Wzięła z nim ślub w czerwcu i prawie natychmiast zaszła w ciążę. W wieku dwudziestu dziewięciu lat była już matką trzech uroczych córeczek. Starsza od Diany o dwa lata, zawsze w jakiś sposób z nią rywalizowała, choć obie różniły się diametralnie.
Gayle nigdy nie żałowała, że nie zrobiła kariery jako lekarka. Jej szczęśliwe małżeństwo i macierzyństwo w pełni ją satysfakcjonowało, a zajęcia domowe wręcz uwielbiała. Jako kobieta inteligentna i zawsze dobrze poinformowana, świetnie nadawała się na żonę lekarza ginekologa, gdyż z wyrozumiałością odnosiła się do jego nienormowanych godzin pracy. Kilka tygodni temu Gayle zwierzyła się Dianie, że planują przynajmniej jeszcze jedno dziecko, bo Jack marzył o chłopcu. Całe życie Gayle kręciło się wokół męża, dzieci i domu. Kariera zawodowa zupełnie jej nie pociągała, inaczej niż jej dwie siostry.
Dużo więcej łączyło Dianę z młodszą siostrą, Samantą. Sam zawsze odznaczała się ambicją, przebojowością i dążeniem do obracania się w wielkim świecie. W ciągu dwóch pierwszych lat małżeństwa usiłowała za wszelką cenę łączyć pracę zawodową z prowadzeniem domu, ale gdy w trzynaście miesięcy po pierwszym dziecku urodziło się drugie – uznała, że po prostu nie da rady. Zdecydowała się zrezygnować z pracy w galerii sztuki w Los Angeles, co bardzo ucieszyło jej męża. Jednak już po kilku miesiącach siedzenia w domu poczuła się sfrustrowana, tym bardziej że Seamus, jej mąż, zdobywał tymczasem coraz większy rozgłos jako artysta malarz.
