– Tak bardzo cię kocham, Barb… – Nie miał słów, aby wyrazić siłę swej miłości.

– Będę dla ciebie dobrą żoną, obiecuję… Naprawdę się postaram.

– Wierzę ci, kochanie. – Uśmiechnął się. Potem, już w trakcie wesela, wzniósł toast za jej zdrowie szampanem Marka, a jeszcze później zaprosił ją do tańca na zaimprowizowanym parkiecie. Urządzono go na trawniku, nieopodal bufetu i orkiestry.

Impreza rozkręciła się na cały regulator i wszyscy świetnie się bawili, szczególnie państwo młodzi, którzy nie żałowali sobie szampana Marka. On sam tańczył z Judi i wyglądał na zadowolonego. Innym też dopisywały humory, a kapela grała utwory w stylu Oto nadchodzą wszyscy święci czy Hava Nagila.

Wreszcie muzykanci zagrali utwór w wolniejszym tempie, aby biesiadnicy ochłonęli. Podczas wykonania Moon River Charlie tańczył z Judi, a Mark poprosił pannę młodą.

– Wyglądasz naprawdę zachwycająco, Barb – komplementował ją. Nad parkietem lśniły miliony gwiazd, a wieczór był nad zwyczaj ciepły. – Na pewno będziecie żyli szczęśliwie, otoczeni wianuszkiem wspaniałych dzieci.

– Skąd ta pewność? – Uśmiechnęła się, bo traktowała go już jak dobrego przyjaciela.

– Jestem już stary i wiele w życiu widziałem. Wiem też, jak bardzo Charlie pragnie dzieci.

Ona też o tym wiedziała, ale uprzedziła Charliego, że będzie musiał poczekać z tym parę lat, dopóki ona nie zrealizuje się jako aktorka. Nie był zbytnio zachwycony tą perspektywą, ale oboje zgodzili się odłożyć poważną rozmowę na później. Biedak nie wiedział jeszcze, że właśnie wizja rodzenia dzieci najbardziej odstręczała Barbie od małżeństwa. Wystarczyło, że Mark o tym wspomniał, a na samą myśl zrobiło się jej słabo.

– Odbijany! – zarządził Charlie, przekazując Judi w ręce Marka. Jasne było, że ostatnie tańce tego wieczoru chciał przetańczyć ze świeżo poślubioną żoną. Oboje wypili dosyć dużo, ale na Barbie podziałało to tylko tak, że czuła się jak we śnie, a wszyscy otaczający ludzie wydawali się jej bardzo szczęśliwi.



26 из 314